wtorek, 22 lutego 2011

Scrapowy eksperyment

Tak bym określiła broszkę, którą zrobiłam już jakiś czas temu, ale wymagała pewnej modyfikacji, by komukolwiek ją pokazać :) Jak już pisałam, włóczę się głównie po blogach scrapowych i tam znajduje się źródło inspiracji. Generalnie (co widać na pierwszy rzut oka) muszę nauczyć się panować nad maszyną do szycia i wypróbować te wszystkie ściegi, bo wcześniej miałam styczność jedynie ze starym Łucznikiem, który szył tylko do przodu i do tyłu :)

Swoją drogą, nie mogę dojść do tego, żeby przeszywając kartkę papieru wyszedł mi ładny ścieg. Próbowałam już regulować naprężenie górnej nici, zmieniłam igłę na najcieńszą i nic. Na papierze stale coś jest nie tak. Chyba niedługo spróbuję wyregulować dolną nić, ale z drugiej strony nie chcę niczego zepsuć... POMOCY! :)


Aha, wykorzystałam filc, guziki i żakardową naszywkę z ptaszkiem. Całość wygląda, jakby sześciolatek dorwał się do maszyny i dobrze się bawił :)

Teraz zmykam do obowiązków, na jutro muszę zrobić 4 pary zamówionych już kolczyków.

Miłego popołudnia!

poniedziałek, 21 lutego 2011

Charytatywnie

O ja!
Chwalić się to ja nie umiem, ale spróbuję :) Moja broszka zrobiona na wyzwanie na Art-Piaskownicy została demokratycznie wybrana na zwyciężczynię! Normalnie szok :) Szczególnie, że konkurencja była silna i bardzo zróżnicowana, a ja brałam udział w takiej zabawie po raz pierwszy. W każdym razie serdecznie dziękuję, bo to dla mnie OGROMNE wyróżnienie!

A teraz z innej beczki..
Przeglądając blogi innych osób najczęściej (nie wiem dlaczego) wędruję po blogach scrapowych. Takim tropem trafiłam jakiś czas temu na bloga MonaLisy i informację o jej synku - Witku. Ponieważ Monika wystawia dla Witka aukcje z przedmiotami wykonanymi przez różne osoby, bardzo chciałam przekazać jej coś z moich filcaków. Kiedy zbierałam się na odwagę :) MonaLisa uznała na Flickrze, że podoba jej się tęczowa ślimaczana broszka, która pojawiła się w jednym z moich wcześniejszych postów. No to był impuls! Takim sposobem na allegro na aukcjach dla Witka można kupić też broszkę z Art-Piaskownicy. Jest to z pewnością najlepszy użytek jaki mogłam z niej zrobić! Jeśli ktoś ją oczywiście kupi :) Można zalicytować:




Zapraszam na aukcje dla Witka, nie tylko te z moimi przedmiotami. Inni też przekazali naprawdę piękne rękoczyny i nie tylko:

środa, 16 lutego 2011

Bez ładu i składu..

..właśnie taki jest zestaw, którym wczoraj się zajmowałam - oprócz wyzwaniowej broszki (która nota bene kojarzy mi się z.. hmm.. orzechami i miodem?), na warsztat poszła biżuteria na specjalne zamówienia.

Do wspomnianego już filcowego kompletu powędruje jeszcze jedna bransoletka, złożona z ośmiu ogromniastych kulek (o średnicy ok. 3 cm), w takich samych kolorach:


Dla właścicielki przygotowałam też eksperymentalne kolczyki-niespodzianki - w tych samych kolorach.


Sama do końca nie wiem jak ocenić efekt tego eksperymentu. Obie kulki zdecydowanie się od siebie różnią :)

Zabrałam się też w końcu za naszyjnik dla Mamy. Miał być szary, ale w świetle dziennym ta bawełna wpada jakoś w róż? fiolet?


Miłego popołudnia!

wtorek, 15 lutego 2011

Piaskownicowy czelendż

Od dawna odwiedzam różne blogi, podziwiam i wzdycham (dziwnym trafem - głównie scrapowe, chociaż sama nigdy ani jednego scrapa nie popełniłam). Jak widać po mikroskopijnej historii tego miejsca, dopiero kilka dni temu sama zebrałam się na odwagę, by bloga założyć, ale nadal głupio jakoś zabrać głos i komentować prace innych. Chyba nieśmiała jestem :)

Po raz pierwszy też postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu. Na Art-Piaskownicy czelendż Anny-Marii z grą w kolory, których dotąd nie miałam okazji łączyć, chociaż zestaw jest piękny:


A moja interpretacja w postaci broszki wygląda tak:



To tyle :)

poniedziałek, 14 lutego 2011

Recyklingowe walentynki

Weekend upłynął mi na majstrowaniu przy maszynie. Miałam kilka rozpoczętych projektów, z którymi trzeba było się uporać, bo czas najwyższy. W końcu wszyłam zamki do poduszek i uszyłam zasłony, co naturalnie pociąga za sobą kolejne nieuniknione etapy - prasowanie i wieszanie...


Wczoraj siedziałam też nad walentynkowym upominkiem dla mojego lubego. Ponieważ postanowiliśmy (no dobra, ja postanowiłam), że ewentualne prezenty nie mają być kupne, zmajstrowałam go w (prawie) 100% z tego, co miałam w pudle z przydasiami. Przy różnych okazjach lądują tam: a to jakieś ścinki i bloki kolorowego papieru, a to ładne okładki starych zeszytów, różnego rodzaju tekturki i pudełeczka, obrazki wycięte z gazet, wstążki - czyli mnóstwo wszystkiego co "może się kiedyś przydać". Z takich właśnie "resztek" powstał mój zestaw - wyjątek stanowią poranna kawa i herbata :) Oprócz tego podstawka pod kubek, zakładka (w sam raz dla wielbiciela kawy i książek) oraz mała laurka :) Wszystko w schludnym pudełeczku.