piątek, 26 października 2012

Trzy pierścionki na które przyszła pora

bo zdjęcia zalegają na komputerze i czas coś z tym zrobić.




Czy u Was też zapowiada się słoneczny dzień? Podobno gdzieś już pada śnieg z deszczem, ale niech ominie mnie szerokim łukiem. Was też :)

czwartek, 25 października 2012

Jak dobrze wstać, skoro świt... ♫

U mnie to raczej "jak ciężko wstać", ale kiedy wstaje się jeszcze długo przed słońcem i znajduje się przemiłą wiadomość o zwycięstwie skromnej niepozornej kartki - dzień zaczyna się cudnie! Dziękuję :)

Dziś z kolei praca na wyzwanie Lejdi w Art Piaskownicy. Aby ją sfotografować, musiałam poczekać do świtu :) A teraz mam chwilę, by pokazać.


Wyzwanie skrojone jak dla mnie, bo śmieci przeznaczonych do recyklingu mam w papierzyskach multum. I wbrew wszelkim moim zarzekaniom, że nie poddam się na razie klimatom bożonarodzeniowym, jakoś wzięło mnie na stworzenie okładki tegorocznego grudniownika. Na razie na niej poprzestanę, ale pamiętając o katuszach, jakie rok temu przeżywałam ozdabiając strony na raty, tym razem zacznę od razu w listopadzie. Nauczona doświadczeniem wybiorę sobie skromną paletę kolorystyczną i postaram się jej konsekwentnie trzymać.

Okładka jest złożona z dwóch części - z przodu przezroczysty plastik, pod nim skromna stroniczka:





Prezentuję dokładnie materiałoznawstwo: obrazek z sarenką to kartka świąteczna, literki pozyskane sposobem przedstawionym wczoraj, białe gwiazdki jako odpad śnieżynkowych zawieszek, kolorowe kropy dostałam od Mamy, która zbiera dla mnie czasem takie duperelki (są to jakieś pozostałości po dziurkaczu). Do tego przeszycia, zszywki i marker. Albumik ma dokładnie 32 strony - są to 4 arkusze tektury modelarskiej przeciętej na cztery. Tekturę podarował mi Luby, bo modeli już nie klei, a dla mnie to po prostu najlepszy prezent :) Całość zbindowana sposobem, który pokazywałam w środowych mykach miesiąc temu. Tym razem zamiast pojedynczych kółek użyłam dwóch kompletów po trzy (trzeba więc odciąć więcej ze sprężyny, wymierzyć gdzie wyciąć otwory i resztę zrobić tak, jak pokazywałam). Chyba wszystko :)

Z okładki jestem całkiem zadowolona. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać wnętrze w takiej biało-złoto-srebrnej tonacji.

Jeśli tylko czas Wam pozwoli, skuście się na to wyzwanie. Nie chodzi jedynie o kreatywność, ale także o recykling i ochronę środowiska. Szczytne cele :)

Przy okazji zapraszam też na moje wyzwanie, wszelkie nowinki mile widziane!


Udanego dnia!

P.S. Chętnych na katalog IKEA zapraszam >>tutaj<<

środa, 24 października 2012

Środowe myki: alfabetowe neverendingstory


Temat liter chyba nigdy nie ulegnie wyczerpaniu. W dzisiejszym poście gotowy alfabet wykorzystam do cna, a na pewno znalazłoby się jeszcze kilka zastosowań. Jeśli macie jakieś inne pomysły, dajcie znać!

Po pierwsze - na recyklingowe scrapowanie Lejdi w Art Piaskownicy potrzebowałam literek. Nie gotowych, ale śmieciowych właśnie. Niektóre samoprzylepne alfabety mają lekko perforowany tylny arkusz z którego w prościutki sposób można wyciąć litery pozostałe, gdy już zużyjecie docelowe elementy. Z tyłu wygląda to tak:


Z przodu wyjęta już z arkusza litera wyznacza nam kontury wycinania. Nożyk w dłoń i tniemy:

wybaczcie drżenie lewej ręki, robiącej zdjęcie :)

To zostaje nam po wycięciu liter:


Nie jest to oczywiście jeszcze koniec. Arkusza użyć można jako szablonu, szczególnie jeśli alfabet był kartonowy i sztywny. Odrysować litery...


...albo użyć spreju (tu najlepiej, aby arkusz alfabetu był już zupełnie wykorzystany, ewentualnie można zakrywać resztę liter papierem i uważać, by nie pomalować innej powierzchni pracy):


Inne rodzaje alfabetu dają wiele odmiennych możliwości. Na przykład takie na cienkich, samoprzylepnych arkuszach można użyć trzy razy - najpierw wyjmując "prawdziwą literę", potem wycinając warstwę spodnią (jak na drugim zdjęciu w tym poście), a następnie wycinając literę po konturze (literki często mają obwódki w takim samym kolorze):

w rolach głównych wystąpiły alfabety od Andape i Nulki

Czuję, że to jeszcze nie koniec...

Jutro pokażę do czego literki były mi potrzebne, projekt będzie wyjątkowo zimowy jak na tą porę roku.

Udanego dnia!

W poprzednich środowych mykach:

wtorek, 23 października 2012

Katalog oddam w dobre ręce!

Ale najpierw o tym, że miałam przyjemność zmajstrować pięć par kolczyków w takich kolorach, które baaardzo dobrze nastroiły mnie na cały dzień - fiolet, pomarańczowy, turkus, granatowy i soczysta zieleń! Jestem miło zaskoczona, bo to oznacza, że nie zawsze neutralne beże i ciemne kolory święcą triumfy jesienią. U mnie na pewno nie, ale to bez względu na porę roku :)


Mam też drobne ogłoszenie parafialne.
Na pewno nie jestem jedyną osobą, która czeka jesienią na katalog z IKEA, do sklepu ma co najmniej 150 km i odwiedziny tam to raczej coś w rodzaju małego święta :) Tym bardziej ucieszyłam się z nagrody od Al z Czarów z Drewna - ja już swój katalog mam. A ponieważ spod siedzenia w samochodzie mojego braciszka wyciągnęliśmy w weekend kolejny taki katalog, chętnie oddam go w dobre ręce do kochającego domu :) Katalog ma mankament - róg troszkę ubrudził się samochodowym smarem, ale jest to naprawdę drobnostka (stan jak na zdjęciu :). Ostrzegam więc, dom musi być otwarty, by przyjąć takiego zbłąkanego wędrowca!

Zasada zabawy jest jedna - osobę chętną na katalog proszę o pozostawienie pod tym postem komentarza z nazwą miejscowości do której katalog ma zostać wysłany (tylko na terenie Polski). Czas - do soboty 27 października (włącznie), w poniedziałek katalog powędruje do wybranej osoby.

Ściskam ciepło!

P.S. Cały czas zapraszam też na wyzwanie "Coś nowego". >>Tutaj<< zasady oraz odnośniki do prac, które już zostały zgłoszone. Można powoli przeglądać, aby być przygotowanym na głosowanie, które rozpocznie się 12 listopada :) I cały czas można zgłaszać własne twory!

poniedziałek, 22 października 2012

Część piąta, ostatnia - śniadanie w Zagrzebiu, zakupy w Budapeszcie


Czy u Was też wczoraj calutki dzień świat spowijała mgła, a dziś od rana chmury i deszczowo? Ten post wcale nie pasuje do naszej aury... Powiem Wam szczerze, że zapomniałam o dokończeniu wakacyjnej relacji - nic dziwnego... Kurcze, to było tak dawno. I w tak różnym klimacie :) Póki jeszcze coś pamiętam, szybkie dokończenie.

Ostatnio pisałam, że wyjechaliśmy z Bośni i Hercegowiny, kierując się na Zagrzeb. Dojechaliśmy tam w nocy, rano śniadanie, szybkie zwiedzanie.

normalnie bliźniak mojego roweru (poza małymi szczegółami :)
trochę podziwiania architektury...
taki użytek robi się tu z ozdobnych dyniek :)

Dalszy kierunek - Budapeszt. Do stolicy Węgier dojeżdżamy po południu. Jesteśmy tak zmęczeni ciągłą jazdą, że nie mamy w ogóle ochoty podziwiać miasta nocą... o nie! Zostawiliśmy to na rano. Szybka przebieżka obok parlamentu - tutaj pikieta, długaśna kolejka do zwiedzania, policja szuka z psami i lusterkami bomb pod samochodami posłów - oddalamy się przeciwnym kierunku :) Nie pokazuję zdjęć, bo na budynku jeden wielki remont, ładnych ujęć brak. A z pozostałych nie wiem co wybrać! Z pewnością warto byłoby tu wrócić i na spokojnie połazić po Budapeszcie. Ale jakoś tak strasznie chciało nam się już do domu... Cieszyliśmy się natomiast na ostatni punkt wycieczki - halę targową :) Jedzenie to zdecydowanie najlepszy punkt każdej wyprawy:) A tu papryka, salami i rękodzieło! Przywiozłam stąd nawet pamiątkę w postaci ludowej panienki, pokażę ją przy jakiejś okazji :)




Wsiadamy do samochodu i przez Słowację jedziemy do domu. W Čadcy tablica - 500 km do Torunia. Niestety, to co za granicą przejeżdżaliśmy w kilka godzin, w Polsce pokonujemy z wielkim trudem. Na trochę utknęliśmy w korku, dopiero późno w nocy zajechaliśmy do domu. I jestem :)

Tyle w telegraficznym skrócie.
KONIEC :)