środa, 20 lipca 2011

Bańki

A może bąble? Muszę znaleźć jakąś odpowiednią nazwę dla tych nowych wytworów. Może któraś z Was wpadnie na coś bardziej błyskotliwego? :)

Rano wstępnie ogarnęłam stół i okolice, żeby w ogóle dało się przejść. I na tym poprzestałam :) Nie mogłam się po prostu powstrzymać i zrobiłam kolorowe bąble do spółki z tymi w tonacji fioletowo-wrzosowej. I tak powstały dwa pierwsze takie naszyjniki - bańki, bąble czy jak tam zwał.


Dopiero dzisiaj zorientowałam się, że przecież kolorystyka i poniekąd forma podobne są do naszyjnika z kulek, który kiedyś pokazywałam

A dziś nie wytrzymałam i machnęłam maksymalnie kolorowy egzemplarz. Długość można regulować. Myślę, że fajnie wygląda coś takiego jako "kołnierz" bluzki. Jednokolorowy tiszert wygląda na pewno inaczej w takim towarzystwie. Zresztą, same zobaczcie :)

 


To co, są jakieś pomysły na nazwy?
Buziaki!


wtorek, 19 lipca 2011

Sneak peek

Nie odzywam się, ale to z powodu tego, że dorwałam się po długiej przerwie do filcu i teraz na potęgę, hurtowo, produkuję. Rośnie przy tym bałagan w domu, stos prania, brudnych garów i szpargałów. Mówię Wam, jutro już nie obędzie się bez wielkiego sprzątania. Pomimo znaczącej poprawy mojego podejścia do rozpakowywania się po przyjazdach, ze wstydem stwierdzam, że ekhm... to i owo leży jeszcze w miejscu, gdzie w sumie nie powinno go być. Ale co tam, chata wolna, można poszaleć :)

Przedstawiam półefekty mojej pracy. Wycinanie kółek trochę już mi zbrzydło, ale za to ile pomysłów na nową biżuterię przyniosły porozrzucane wszędzie koła! Jeden będę mogła pokazać już jutro :)



Buziaki i do jutra :)

piątek, 15 lipca 2011

Gdzie byłam, jak mnie nie było :)

W pracy miałam jeden wolny weekend - zarezerwowany, by pojechać na ślub i wesele mojej najbliższej kuzynki. Nie mam rodziny w górach (tzn. teraz już tak jakby mam), ale pan młody góralem jest i ślub był na modłę góralską. Te z Was, które pamiętają moje ochy i achy nad wycieczką do Łowicza, na pewno podejrzewają, że mam słabość także do kultury ludowej innych rejonów. Jednak! Oprócz chusty w kwiatowy, quasi-folklorystyczny wzór (który to akcent tak naprawdę nie był zamierzony, miał charakter praktyczny w obliczu deszczowej pogody), zrezygnowałam z jakichkolwiek wycieczek folkowych. Wydziergałam sobie natomiast sutaszowe kolczyki, pasujące kolorystycznie do mojego weselnego stroju, a potem dorobiłam też prosty wisiorek.



Owalne kamienie w kolczykach pochodzą od Modraka, o czym pisałam tutaj.

Zdjęcia jak zwykle maskują mankamenty. Jeśli chodzi o sutasz, zdecydowanie muszę zacząć od prostszych form, żeby wykonanie dorównywało umiejętnościom. Ale spoko, zaraz na pewno odezwą się głosy, że przesadzam :)

Poza tym należą się Wam duże podziękowania. Wczoraj liczba Obserwatorów wynosiła równe 99. Dzisiaj przekroczyła setkę, i bardzo mi miło, jeśli mniej lub bardziej regularnie zagląda tu tyle osób! Ponieważ candy już trwa, postanowiłam spośród obserwujących wylosować osobę, która będzie miała dodatkową szansę w rozdawajce. Padło na Magdę, prowadzącą blog magdowo, a ponieważ bierze już ona udział w candy, do maszyny losującej dorzucę drugą karteczkę z jej imieniem :)

Dziękuję Wam raz jeszcze i ściskam mocno!

środa, 13 lipca 2011

Zaległości ciąg dalszy

Do kolorowego kompletu z poniższego postu miałam zrobić też kolczyki, pierścionek i broszkę kwiatową. Co prawda te formy pojawiły się już kiedyś na blogu, ale pokazuję, bo być może któraś z Was, biorących udział w candy, nie wie - w razie wygranej - jaki kolor wybrać. Poniższe zdjęcia albo Was zachęcą, albo skutecznie odwiodą od wyboru konkretnej barwy :)


 



Ściskam!

P.S. A jeśli mało Wam rozdawajek, to zajrzyjcie do Nebri:

wtorek, 12 lipca 2011

Filcowe zaległości

Muszę chyba uspokoić niektóre z Was, jako że pod postem o szkielecie spod porzeczek pojawiło się kilka zatroskanych głosów :) Moje Drogie, prawdopodobieństwo, że pod Waszą uprawą znajduje się nieboszczyk nie jest bardzo duże. No już prędzej jakieś martwe zwierzę zakopano, np. domowego pupila, który odszedł w słusznym wieku. Także nie martwicie się!

Tymczasem spieszę z nadrabianiem zaległości. Zamówienie to ciągnęło się za mną od marca - zanim poznałam wszystkie szczegóły, musiałam wyjechać do pracy, a szczęśliwe zakończenie nastąpiło jakieś 2-3 tygodnie temu.

Do znanej już "Piaskownicowej" broszki miałam dorobić dwie pary kolczyków i pierścionek. Z rozpędu pierścionki powstały dwa, nie mogłam się zdecydować, który lepszy, więc do nowej właścicielki trafiły oba. Zdjęcia kiepskie, robione w warunkach polowych, do tego nieumyślnie skasowałam jedno dość istotne, ale trudno :) Pokazuję, co zostało. Gdybym tylko wykonywała to zamówienie w domu, miałabym na pewno więcej przyjemności z tworzenia. A tak czasu było mało, więc starałam się w każdej wolnej chwili dokończyć rozpoczętą robotę. Szkoda, bo ta biżuteria miała w sobie to, co bardzo lubię - kolory i element nowości, wcielanie w życie cudzego pomysłu. Zawsze jest strach, że może się nie spodobać, ale udało się i klientka była zadowolona.






Pozdrawiam Was serdecznie i bardzo cieszę się z mojego powrotu! :)


P.S. Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, to u Lejdi super cukierasy do wzięcia. Tyle tam cudeniek, że jedno wspanialsze od drugiego :)