poniedziałek, 17 września 2012

Pierścień mocy na jesienne dni

Czy wokół Was też tak jesiennie? Trochę szaro, deszczowo, ale pora idealna na herbatkę w wielkim kubasie, doprawioną miodem i cytryną. Wczoraj zaliczyliśmy też pierwsze (udane) grzybobranie. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię jesień!

Jesienią i zimą zapewne do łask wróci filc, który na lato wydaje się czasem zbyt "ciężkim" i ciepłym materiałem. A kiedy robi się chłodniej, staje się idealny :) Nie oznacza to oczywiście, że kolory będą szaro-bure, u mnie taka opcja nie wchodzi w grę! Dlatego troszkę większy niż zwykle pierścionek (ale nie aż tak), w kontrastowych kolorach:


Jedno spojrzenie na kłykcie i uśmiechamy się szeroko.
Udanego dnia!

P.S. Dziękuję za ciepłe przyjęcie wakacyjnej relacji! Obecnie wydaje mi się trochę nie na miejscu, bo przejście od pogody letniej tam do jesiennej tu jest dość drastyczne, ale co zaczęłam, będę kontynuować :)

sobota, 15 września 2012

Wakacje 2012 - część pierwsza :)

Bez części się chyba nie obędzie - za dużo tego. Jak już pisałam, celem była Chorwacja, ale w drodze do i z odwiedziliśmy też kilka innych miejsc.

Ponieważ z Torunia jest jeszcze kawał drogi do granicy, pierwszy nocleg zaliczyliśmy w... A nie powiem gdzie! Podpowiem natomiast, że widok z hotelowego okna był na tych oto dżentelmenów:


Ktoś kojarzy? :)

Potem kolejny dzień w trasie, celem były okolice Jezior Plitwickich. Po drodze zachmurzone niebo, mnóstwo pustostanów, na domach ślady po kulach, "pomniki" stworzone z czołgów - pozostałości wojny domowej sprzed dwudziestu lat. Przypominam sobie, że przed wyjazdem gdzieś w internecie przeczytałam, że blisko wschodniej granicy Chorwacji do dzisiaj w ziemi znajdują się miny i niewypały. Pierwszy raz odwiedzam ten kraj i przy wjeździe wywarł on na mnie dość przygnębiające wrażenie. Natomiast pochmurna pogoda wcale mi nie przeszkadza, w końcu nie przyjechałam się opalać, tylko zwiedzać :)

Te nieciekawe wrażenia rekompensuje następnego dnia wyprawa do Plitvic - punkt obowiązkowy chyba każdej wycieczki do Chorwacji. Niebo znowu zachmurzone, więc (podobno) woda w tamtejszych jeziorach nie ukazuje całej swojej turkusowości. Ale to co widzę, w zupełności mi wystarcza! W internecie znajdziecie wiele pięknych zdjęć tego miejsca - teraz wierzę, że nie są tak zupełnie przekolorowane :) Woda w połączeniu z otaczającą zielenią rzeczywiście ma nieziemski kolor.



Zastanawiamy się (jak to archeolodzy) co myśleli ludzie, którzy po raz pierwszy odkryli to miejsce... Zapewne od razu osiedlili się gdzieś w okolicy :) Widoki to raz, ale i czysta, niesamowicie przejrzysta woda sprawia, że po prostu chce się wskoczyć i zażyć kąpieli! Rybkom to dobrze, mogą to robić bezkarnie...



Miałam pisać dalej, ale już i tak strasznie się rozgadałam!
C.d.n.

piątek, 14 września 2012

Z poczty w tą i z powrotem

Jesień nie mogła zacząć się milej! Już pierwszego dnia swoich wakacji dowiedziałam się, że wygrałam candy u Moniki czyli veny7. W czasie mojej nieobecności paczuszka zdążyła dojść i wczoraj odebrałam ją z poczty. Otworzyłam... i padłam! Taka kumulacja cudowności była dla mnie nie do pojęcia, więc wszystko obejrzałam co najmniej dwa razy :) Trudno nawet pokazać to na zdjęciu, ale są papiery, stempelki, samoprzylepne wstążki, wycinanki tekturowe, ramki z wykrojników, kartka z pozdrowieniami... i książeczka z ptakami świata, z której można dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy :)


Ja też wysyłam, ale na razie nieco skromniej :) Komplet biżuterii dla Ystin, która wygrała śmieciowe wyzwanie dopiero się tworzy. Natomiast 1 września zdążyłam posłać kartkę z życzeniami zdrowia dla Barbary znanej jako barbaratoja. Front miał przypominać tablicę okulistyczną, chociaż Basia pewnie widzi całkiem dobrze, skoro ciągle dłubie w nitkach :)

papiery ILS
Dobrze, że wywołała uśmiech :)

A teraz lecę do 20 kg pomidorków, które rano przytachałam do domu. Tak jak w zeszłym roku, "puszkuję" je na zimę. Zeszłoroczny eksperyment się udał, żaden słoik nie został (a było ich sporo!), tym chętniej przystąpię do mycia, parzenia, obierania, gotowania i pakowania! Swoją drogą pomidorki na balkonie rosną wybornie, martwię się tylko, że coraz niższe temperatury mogą zaszkodzić koktajlaskom i hektorowi - a kwitną! Może ktoś z Was ma doświadczenie w hodowaniu balkonowych pomidorów?

***
Ponieważ zbliżają się święta :) to i świąteczne gadżety zaczynają się pojawiać. Na przykład takie, jak stempelki, które są do wygrania w CraftFunie:



czwartek, 13 września 2012

Pozdrowienia z Polski!

Jak dobrze być w domu! Nazbierało się zaległości, trzeba odkurzyć blogowe kąty... Kilka poprzednich postów publikowało się z automatu, a ja nie miałam za wiele czasu na odwiedzanie Was - ot, tyle co wieczorem zdążyłam zerknąć w internet, jeśli oczywiście był :) Chciałam Wam nawet pokazać jak wyglądała nasza trasa, ale niestety... W miejscu Bośni i Hercegowiny, która stanowiła dużą część naszej powrotnej drogi, Wujek Google ma tylko białą plamę... i nie wyznacza trasy. Celem była Chorwacja, ale przy okazji zahaczyliśmy o wiele innych miejsc. Momentami było bardzo męcząco - prawie codzienna zmiana miejsca noclegu i godziny spędzone w trasie, ale są setki, jeśli nie tysiące zdjęć (czas zacząć selekcję!), które mam nadzieję pojawią się w jakichś pracach. W końcu trzeba te wspomnienia uwiecznić :)

Katka namawiała mnie na podróżnicze zwierzenia, ale ona swoją wyprawę na Krym opisała na tyle szczegółowo, że ja chyba nie dałabym rady utrzymać takiego poziomu! Jeśli jednak ktoś jest chętny na nie-rękodzielniczą relację, to dajcie znać.

A przed samym wyjazdem spotkało mnie nie lada wyzwanie! W ciągu nocy przed podróżą przesiedziałam bite 10 godzin nad zamówieniem dla pani Ewy, która zobaczyła obrączki na serwetki z kwiatkiem. Pamiętacie jeszcze? Tutaj zamieściłam tutorial. Zapotrzebowanie było na 33 identyczne sztuki niebieskich obrączek z różowym kwiatkiem. Wysyłałam dosłownie po drodze na wakacje!

Najpierw wycinanie:


A potem składanie, zszywanie i efekt finalny:


Zdążyłam! I poczta też zdążyła na czas :)

środa, 12 września 2012

Środowe myki - alfabety z gazet


Jak dotąd pojawiło się już w środy kilka oczywistych oczywistości. Bo przecież oczywistością jest, że wszystkie chomiki wycinają obrazki z gazet! Żeby jednak zmierzać do końca tego tematu, dzisiaj jeszcze kwestia liter i napisów.

Przyznaję, że alfabetów to właściwie nie posiadam. Może jakieś 5-6 kompletów, więc niewiele. Zawsze można coś wydrukować... A jeśli nie wydrukować, to wyciąć z gazety rzecz jasna. Wyciąć albo z tłem, albo - jeśli litera jest dość duża i grubaśna - spróbować wyciąć ją po konturze.

Osobną przegródkę w moim pudle mam więc na ciekawe (czytaj: dające się wykorzystać) czcionki z czasopism. Szczególnie upodobałam sobie tytuły tekstów piosenek, tłumaczonych kiedyś przez Wojciecha Manna w "Dużym Formacie". Była to naprawdę tłuściutka czcionka, idealna do wycinania! Do tego strona była bajecznie kolorowa, więc naprawdę ciachałam ile się da :)


Takie litery poleciały swego czasu w zestawach dla Alexandry i dla Lejdi, rzecz jasna podklejone tekturką tak, jak pisałam o tym w zeszłym tygodniu. Gotowe do wykorzystania mogą wyglądać tak:


Można też bardziej postarać się przy wycinaniu albo wykazać się cierpliwością jeśli chodzi o schnięcie kleju :)

Kolejna sprawa to litery, które zostawiam razem z tłem - najbardziej neutralne i pewnie najczęściej spotykane jest białe. Trzymam w postaci całych napisów...


...wycinam w miarę potrzeby.
cały mój grudniownik miał gazetowe cyfry i litery


No chyba, że coś mi odbije i je segreguję - tak było, kiedy jednym okiem zerkałam na Euro, a drugim łypałam na nożyczki. Kiedy byłam mała, miałam taką tablicę z plastikowymi literkami, w pudełku były przegródki na poszczególne znaki. Szkoda, że same literki wyparowały w niewyjaśnionych okolicznościach, z nich też mógłby być niezły użytek....


Przyznaję jednak, że ten sposób bardzo szybko porzuciłam.

Podobnie robię z cyframi, ale ich jest zdecydowanie mniej. Ktoś oprócz mnie ma fioła na punkcie eksploatowania gazet?

W poprzednich środowych mykach: