poniedziałek, 14 lutego 2011

Recyklingowe walentynki

Weekend upłynął mi na majstrowaniu przy maszynie. Miałam kilka rozpoczętych projektów, z którymi trzeba było się uporać, bo czas najwyższy. W końcu wszyłam zamki do poduszek i uszyłam zasłony, co naturalnie pociąga za sobą kolejne nieuniknione etapy - prasowanie i wieszanie...


Wczoraj siedziałam też nad walentynkowym upominkiem dla mojego lubego. Ponieważ postanowiliśmy (no dobra, ja postanowiłam), że ewentualne prezenty nie mają być kupne, zmajstrowałam go w (prawie) 100% z tego, co miałam w pudle z przydasiami. Przy różnych okazjach lądują tam: a to jakieś ścinki i bloki kolorowego papieru, a to ładne okładki starych zeszytów, różnego rodzaju tekturki i pudełeczka, obrazki wycięte z gazet, wstążki - czyli mnóstwo wszystkiego co "może się kiedyś przydać". Z takich właśnie "resztek" powstał mój zestaw - wyjątek stanowią poranna kawa i herbata :) Oprócz tego podstawka pod kubek, zakładka (w sam raz dla wielbiciela kawy i książek) oraz mała laurka :) Wszystko w schludnym pudełeczku.

czwartek, 10 lutego 2011

Znowu tęcza

Wyzwoliła się jakaś reakcja łańcuchowa - od korali do naszyjnika, a od naszyjnika z wczoraj do dzisiejszej broszki. Wszystko za sprawą KOLORÓW!



Podejrzewam, że coś wspólnego miała z tym również wczorajsza słoneczna pogoda. Eh, byle do wiosny!

środa, 9 lutego 2011

Powrót do korzeni

No, może to za dużo powiedziane. Początki moich zabaw z filcem wyglądały w skrócie tak: kolorowo i kontrastowo. Ostatnio jednak o wiele częściej wykonywałam biżuterię (najczęściej kolczyki) jednokolorowe, dość ciemne, takie "zimowe". To chyba korale z poprzedniego postu wzbudziły we mnie potrzebę zrobienia czegoś bardzo kolorowego i radosnego. I tak powstał ten oto naszyjnik:

A już zupełnym powrotem są kolczyki - bardzo podobne do tych, które wykonałam jako swoje pierwsze filcowe "dzieło", niecałe półtora roku temu:



W międzyczasie powstały też:



Wczoraj natomiast wywędrowały (właściwie wyjechały) wraz z niespodziewanym gościem z wybrzeża dwie broszki:



Mak w kolorze czarnym jest dość złowieszczy, może dlatego zdjęcie wyszło rozmazane :) Druga broszka trafi do dwulatki - zobaczymy, jak długo przeżyje. Broszka oczywiście :)

niedziela, 6 lutego 2011

Pora zmajstrować pierwszy post...

...kto by pomyślał, że może to być takie skomplikowane :)

Jeśli jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności tu trafiliście - witam serdecznie! I zapraszam do zmiany monologu w dialog.

Póki co prezentuję moje dwa ostatnie wytwory.

Komplet z filcowych kulek stworzony na zamówienie pani Natalii - długaśny naszyjnik (105 cm kulek), bransoletka i kolczyki w bardzo wiosennych kolorach:




Po drugie - takie sobie upomnienie dla zajętego czym innym chłopaka :) Świnka mogłaby się stać odznaką przechodnią, ale na razie zawisła w kuchni jako ostrzeżenie.