niedziela, 1 maja 2011

Wyniki broszkowego candy!

Zanim przejdę do wyników, chciałabym Wam wszystkim serdecznie podziękować! Po pierwsze, nie spodziewałam się, że zajrzy tu i zapisze się tyle osób, zostawiając przy tym tyle miłych komentarzy. Wiele z Was pofatygowało się, aby trochę tu poszperać, niektórym się nawet spodobało i zostają na dłużej :) Ja z kolei złożyłam Wam rewizyty i tym sposobem poznałam mnóstwo kreatywnych osób. Takie rozdawnictwo to naprawdę dobra metoda na zajrzenie tam, gdzie normalnie bym pewnie nie trafiła. A więc jeszcze raz

d z i ę k u j ę !

Dobra, wiem, wyniki. W końcu na to czekacie :) Po dwukrotnym sprawdzeniu, wyeliminowaniu podwójnych komentarzy etc., losy zostały wydrukowane, poskładane i trafiły do słoika...


... pomieszane na wszystkie możliwe sposoby...


(serce waliło mi co najmniej tak, jakbym sama brała udział w losowaniu :)

...i wylosowałam:


witaaminkaa, serdecznie Ci gratuluję!

A ponieważ witaaminkaa napisała:


to bardzo się cieszę, że w końcu dostanie jakąś broszkę :)

witaaminkaa, proszę o kontakt:
filc.joanna.stepniak@wp.pl

A Wam dziewczyny jeszcze raz dziękuję za udział w zabawie!
Na pewno niedługo coś znowu się zadzieje :)

sobota, 30 kwietnia 2011

Magnesy

Robię je zdecydowanie zbyt rzadko! Ale dziś pokażę jeden nowy i kilka starszych.

Ostatni zrobiłam na zamówienie pani Agnieszki, która widziała u mnie podobną broszkę. Czerwony mak wyszedł tak :)
 

A tutaj starsze. Babuszka i dwa ptaszki wchodzą w skład mojej lodówkowej rodziny. Swego czasu zastanawiałam się czy nie zrobić zagrody :) Bo mam tam także modelinowego Pana Żyda z grosikiem (pamiątka z Krakowa) oraz znalezioną i ocaloną Krówkę. Razem tworzą niezłe gospodarstwo. Oto Pani Babcia i jej kurki:



Magnesów mam trochę więcej, bo z wypraw do innych miast staram się zawsze coś przywieźć. Jest więc krasnal z Wrocławia, i łowicka korda z wozem wyładowanym sianem, i Długosz z Sandomierza... Kiedy byłam młodsza, zbierałam pocztówki, z każdego miejsca przywoziłam przynajmniej kilka widokówek. Teraz przerzuciłam się na magnesy. Chociaż staram się nie przesadzać :)

A Wy dziewczyny, co macie na lodówkach? :)

środa, 27 kwietnia 2011

Stwór

Od dawna chciałam coś takiego zrobić. Tylko inaczej... Miał być dziwny stwór, a wyszło coś, co na pierwszy rzut oka przypomina niebieską czaszkę. Mam jednak nadzieję, że po dłuższym wpatrywaniu ktoś dostrzeże tam chociaż ośmiornicę :)


Przypominam także o ostatnich dniach trwania mojego broszkowego candy. Zapraszam!

niedziela, 24 kwietnia 2011

Jak uczę się na własnych błędach

Mało na blogach pisze się o rękodzielniczych porażkach - najczęściej widoczny jest jedynie efekt końcowy, a w przypadku tutoriali wydaje się, że autorowi/autorce wszystko wyszło od razu idealnie. Zapewne się tak zdarza, ale nie ukrywajmy, na etapie tworzenia czegoś nowego część naszej wytwórczości wymaga przeróbek. No dobra, powiem tylko o sobie :) Czasem myślę, że za drugim razem trzeba wprowadzić pewne udoskonalenia, za drugim razem zrobię to trochę inaczej. Albo wcale już tego nie zrobię ;P

Na kilka tygodni przed świętami zastanawiałam się nad ozdobami wielkanocnymi. Jajko - najbardziej oczywisty kształt - postanowiłam wykonać takim sposobem jak naszyjniki, kolczyki, broszki, a więc w formie "ślimaka". Postanowiłam zrobić jajko tęczowe. Wyszło z tego coś, co niby kształtem przypominało jajko, ale trzeba było mocno zastanowić się, by dojść do takiego wniosku. Pomyślałam: trudno - trochę się napracowałam, ale to naprawdę w niczym nie przypomina jajka! Przez formę wewnętrznych warstw bardziej kojarzyło się z łezką czy kroplą. Poleżało trochę w szufladzie, ale potem uznałam, że nie powinno się to "coś" tak do końca zmarnować. Odwróciłam do góry nogami i tak powstał naszyjnik. Same powiedzcie, do jajka to jednak nie może aspirować:


Może gdyby był to tylko jeden kolor, jeszcze dałoby radę :) Ale następny taki naszyjnik powstał już w tradycyjnej formie - koła:


Eksperymenty to bardzo pouczająca sprawa :)

Pozdrawiam i życzę Wam dużo świątecznego wypoczynku!

piątek, 22 kwietnia 2011

Przysiadł motyl na obrączce :)

Niektóre zamówienia to wyzwania. Nie powiem, lubię eksperymenty z filcem, jednak kiedy jest to robione dla kogoś, zawsze pozostaje nutka niepewności - spodoba się czy nie? Czy dam radę przełożyć pomysł na coś materialnego i teorię przemienić w praktykę?

W takich okolicznościach powstało w ostatnich dniach kilka rzeczy, jednak najwięcej wątpliwości miałam odnośnie poniższego pierścionka. Jest dość duży, ma ok. 5 cm szerokości. Okazał się bardzo pracochłonny (jak na tak mały przedmiot), ale myślę, że efekt jest na tyle zadowalający, że mogłabym powtórzyć kiedyś podobną formę.


Korzystając z okazji, złożę też życzenia :) Na najbliższe dni - trochę przekornie - życzę Wam mniej czasu na blogowe wędrówki, a więcej na wspólne spędzanie świątecznych chwil. Spokoju, radości i odpoczynku od codziennego zgiełku, wolniejszego tempa i mokrego dyngusa :)

Pozdrawiam!