środa, 16 lutego 2011

Bez ładu i składu..

..właśnie taki jest zestaw, którym wczoraj się zajmowałam - oprócz wyzwaniowej broszki (która nota bene kojarzy mi się z.. hmm.. orzechami i miodem?), na warsztat poszła biżuteria na specjalne zamówienia.

Do wspomnianego już filcowego kompletu powędruje jeszcze jedna bransoletka, złożona z ośmiu ogromniastych kulek (o średnicy ok. 3 cm), w takich samych kolorach:


Dla właścicielki przygotowałam też eksperymentalne kolczyki-niespodzianki - w tych samych kolorach.


Sama do końca nie wiem jak ocenić efekt tego eksperymentu. Obie kulki zdecydowanie się od siebie różnią :)

Zabrałam się też w końcu za naszyjnik dla Mamy. Miał być szary, ale w świetle dziennym ta bawełna wpada jakoś w róż? fiolet?


Miłego popołudnia!

wtorek, 15 lutego 2011

Piaskownicowy czelendż

Od dawna odwiedzam różne blogi, podziwiam i wzdycham (dziwnym trafem - głównie scrapowe, chociaż sama nigdy ani jednego scrapa nie popełniłam). Jak widać po mikroskopijnej historii tego miejsca, dopiero kilka dni temu sama zebrałam się na odwagę, by bloga założyć, ale nadal głupio jakoś zabrać głos i komentować prace innych. Chyba nieśmiała jestem :)

Po raz pierwszy też postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu. Na Art-Piaskownicy czelendż Anny-Marii z grą w kolory, których dotąd nie miałam okazji łączyć, chociaż zestaw jest piękny:


A moja interpretacja w postaci broszki wygląda tak:



To tyle :)

poniedziałek, 14 lutego 2011

Recyklingowe walentynki

Weekend upłynął mi na majstrowaniu przy maszynie. Miałam kilka rozpoczętych projektów, z którymi trzeba było się uporać, bo czas najwyższy. W końcu wszyłam zamki do poduszek i uszyłam zasłony, co naturalnie pociąga za sobą kolejne nieuniknione etapy - prasowanie i wieszanie...


Wczoraj siedziałam też nad walentynkowym upominkiem dla mojego lubego. Ponieważ postanowiliśmy (no dobra, ja postanowiłam), że ewentualne prezenty nie mają być kupne, zmajstrowałam go w (prawie) 100% z tego, co miałam w pudle z przydasiami. Przy różnych okazjach lądują tam: a to jakieś ścinki i bloki kolorowego papieru, a to ładne okładki starych zeszytów, różnego rodzaju tekturki i pudełeczka, obrazki wycięte z gazet, wstążki - czyli mnóstwo wszystkiego co "może się kiedyś przydać". Z takich właśnie "resztek" powstał mój zestaw - wyjątek stanowią poranna kawa i herbata :) Oprócz tego podstawka pod kubek, zakładka (w sam raz dla wielbiciela kawy i książek) oraz mała laurka :) Wszystko w schludnym pudełeczku.

czwartek, 10 lutego 2011

Znowu tęcza

Wyzwoliła się jakaś reakcja łańcuchowa - od korali do naszyjnika, a od naszyjnika z wczoraj do dzisiejszej broszki. Wszystko za sprawą KOLORÓW!



Podejrzewam, że coś wspólnego miała z tym również wczorajsza słoneczna pogoda. Eh, byle do wiosny!

środa, 9 lutego 2011

Powrót do korzeni

No, może to za dużo powiedziane. Początki moich zabaw z filcem wyglądały w skrócie tak: kolorowo i kontrastowo. Ostatnio jednak o wiele częściej wykonywałam biżuterię (najczęściej kolczyki) jednokolorowe, dość ciemne, takie "zimowe". To chyba korale z poprzedniego postu wzbudziły we mnie potrzebę zrobienia czegoś bardzo kolorowego i radosnego. I tak powstał ten oto naszyjnik:

A już zupełnym powrotem są kolczyki - bardzo podobne do tych, które wykonałam jako swoje pierwsze filcowe "dzieło", niecałe półtora roku temu:



W międzyczasie powstały też:



Wczoraj natomiast wywędrowały (właściwie wyjechały) wraz z niespodziewanym gościem z wybrzeża dwie broszki:



Mak w kolorze czarnym jest dość złowieszczy, może dlatego zdjęcie wyszło rozmazane :) Druga broszka trafi do dwulatki - zobaczymy, jak długo przeżyje. Broszka oczywiście :)