piątek, 2 września 2011

Łupy

Z małą nutką zazdrości przyglądałam się czasem blogom, których autorki wyłowiły w lumpeksie coś innego niż ciuchy. Jaszka znalazła kiedyś krasnala ogrodowego, Lejdi super notes... A u mnie w lumpach tylko jakieś romansidła. A przepraszam, udało mi się raz kupić książkę naukową! I to na tyle. A dziś wchodzę, patrzę, a tam pół matrioszki! I do tego nie chińskiej, a rosyjskiej, nawet ma przybitą pieczątkę z ceną. Zaczynam szukać, znajduję druga połówkę (nie do pary), kolejną, następną... Udało mi się skompletować sześć, przy czym jak teraz na nie patrzę brakuje chyba jednej. Nie szkodzi. Za dwa złocisze mogłaby być nawet jedna!

...We are family
I got all my sisters with me...


A teraz wracam do puzzli :) Też z lumpeksu, były jeszcze w folijce, nówka funkiel nieśmigane :) Czyż nie jest to kolejna, bardzo przyjemna strona recyklingu?

9 komentarzy:

  1. O ja. Aleś upolowa ła :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluje takiego lupu. Ta malutka jest super.

    OdpowiedzUsuń
  3. super łup!! uwielbiam takie cacuszka!

    OdpowiedzUsuń
  4. ojaaaa, gdzie tam mojemu notesowi do tego :) bardzo bym chciała przypolować matrioszkę, nawet starą, brzydką i obdrapaną, bo wtedy nie żal byłoby przemalować :) gratuluję znaleziska!

    OdpowiedzUsuń
  5. heheh,super to drugie zdjęcie:D:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Prześliczne! Aż zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. a ja swoje Matrioszki wyprosiłam w autokomisie :-) zajrzyj na mojego bloga, zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, z Lumpami to rzeczywiście bywa różnie. Najlepiej zaopatrzone w rzeczy poza ciuchami są te, które maja własne sortownie (i do tego zwykle - sieci lumpeksów). U mnie, w niewielkich Żarach, są aż dwa takie. Można w nich kupić nawet opony, wózki dziecięce, zabawki, szklanki i kubki, obrazy, meble. Kiedyś kupiłam nawet chlebak! Praktycznie - wszystko czego dusza zapragnie. Natomiast, jeśli korzystacie z małych, przydomowych Kop-ciuszków, które robią zakupy w hurtowniach - tam żadko trafia się na coś innego poza ciuchami i okołotematycznymi rzeczami. Po prostu ich właściele (najczęsciej - właścicielki) wygrzebują w hurtowniach tylko to, co je interesuje. Talerze czy matrioszki trafiaja tam tylko wtedy, gdy zakupują one rzeczy w wielkich workach - tzw. niesort, który jest tańszy, ale czasem do połowy wypełniony np., książkami :( Dla nich to tragedia - nie koniecznie dla nas :)
    A Matrioszki - super! Sama zazdroszczę i zapraszam do Żar - na Kop-ciuszkowe wykopaliska ;)

    OdpowiedzUsuń