piątek, 12 października 2012

Projekt jesienny: podkładki

Żeby mnie zima nie zastała przy dodawaniu jesiennych akcentów w domu, jakiś czas temu zrobiłam filcowe podkładki pod kubki w kształcie prostego liścia. Do tego maszynowe przeszycia i gotowe!



Podkładki spore, żeby pomieściły moje wielkie kubasy z pyszną herbatką. Żółty ze swoim uśmiechem pasuje tu idealnie, szczególnie na chłodny, szary poranek :)


środa, 10 października 2012

Środowe myki: podróżny niezbędnik


W trakcie podróży moja mama uwiecznia każdą chwilę nie tylko za pomocą aparatu fotograficznego, ale także zapisując różne szczegóły wyprawy, np. godzinę przekroczenia granicy, trasę, odległości, odwiedzone miejsca, a jeśli starczy jej chęci i czasu opisuje też ciekawe obiekty, krótką historię miasta itd. Na podstawie takich notatek można po czasie odtworzyć całą podróż i to z takimi niuansami, że sami się dziwimy :)

Zwykle notowanie odbywało się w jakimś wybrakowanym zeszycie, który z czasem ani nie wyglądał ładnie, ani nie miał swojego specjalnego miejsca. W tym roku postanowiłam przygotować mamie coś innego - podstawę notesu-albumu, którą w razie konieczności można rozszerzyć.

Bazą stały się białe koperty formatu b5, zaklejone, a potem rozcięte wzdłuż dłuższego boku. Ponieważ mama namiętnie zbiera różne ulotki z odwiedzanych miejsc, takie kieszonki okazały się idealne na ich przechowywanie.

Każdą kopertę troszkę ozdobiłam, właściwie tylko paskami papierów u góry i na dole. Każda otrzymała też karteczkę samoprzylepną z datą - użyłam karteczek w różnych kształtach i kolorach, na nich różnymi czcionkami wydrukowałam daty.

aby maksymalnie powiększyć zdjęcia, otwórz je w nowym oknie

Koperty pozostały tymczasowo niespięte - aby w razie czego dołożyć dodatkową kartkę, a może karty ze zdjęciami? Kto wie :)

Oprócz kopert wyposażyłam mamę w kilka "gadżetów" - mapki, gdyby chciała zaznaczyć trasę lub miejscowość, alfabet oraz arkusze czegoś w rodzaju "ikonek", gdyby chciała dodać informację o temperaturze, menu, ilości przejechanych kilometrów itd. Do tego obowiązkowe nożyczki i klej :)


Stworzenie takiej albumowej podstawy na pewno usprawnia późniejszą pracę i ułatwia zapisywanie myśli. Często kiedy wracamy z podróży nie chce nam się uporządkować zebranych notatek, ulotek, zdjęć. Nie wiem jak Wy, ale mi przychodzi to ciężko. Nie czuję, abym za sprawą tych czynności przenosiła się z powrotem na wakacje, co to, to nie :) Tym mniej entuzjastycznie się za to zabieram.

A czy Wy przygotowujecie się jakoś do wyjazdów? Zabieracie ze sobą specjalny zeszyt, czy w trasie na szybko szukacie skrawków papieru? A może wystarcza Wam fotografowanie?

W poprzednich środowych mykach:

poniedziałek, 8 października 2012

Wakacji część czwarta, bośniacko-hercegowińska


Po noclegu w dolinie Neretwy ruszyliśmy w kierunku granicy z Bośnią i Hercegowiną, a dalej do Mostaru. Właściwie już od wjazdu do BiH widać pierwsze minarety - znać, że prawie połowa tutejszych obywateli to muzułmanie.

Mostar słynie z kamiennego Starego Mostu (wpisanego na listę UNESCO) - pierwotnie wzniesionego w XVI wieku, ale zburzonego w trakcie wojny jugosławiańskiej (1993) i odbudowanego dopiero w roku 2004. Most znajduje się nad Neretwą, a więc nasza trasa z Chorwacji wiodła cały czas wzdłuż tej rzeki. Miasto nadal się odbudowuje, przygnębiające wrażenie sprawiają piękne niegdyś budynki, zniszczone w takcie wojny domowej.

zdjęcia powiększycie maksymalnie klikając prawym przyciskiem myszki i wybierając 'otwórz w nowej karcie'



Starówka robi na nas ogromne wrażenie - zupełnie inny klimat niż w miastach chorwackich! Na straganach z pamiątkami mnóstwo ludowych wzorów, lalki barbie ubrane w stroje regionalne, długopisy i samoloty wykonane z karabinowych łusek (pozostałości wojny), wiele gadżetów związanych z rozpadem Jugosławii, portrety Tito - z wojny domowej zrobili tu atrakcję turystyczną, a na pewno pamiątkarską.


Zachwycona byłam nawet chodnikami układanymi z kamienia. Mam tylko dwa zdjęcia, bo z nieznanych mi powodów tutejszy policjant zabronił mi pstrykania... Może myślał, że fotografuję jego buty czy coś :) W każdym razie fantazyjnych wzorów było o wiele więcej i wyglądało to przepięknie:



O ile narzekałam w Chorwacji, że nie jestem w stanie kupić żadnej ciekawej pamiątki (nie-jedzeniowej :), z krótkiego pobytu w BiH mam aż dwie - różowego goryla, którego już Wam pokazywałam i piękną, ceramiczną podkładkę z ludowym wzorem pod gorące garnki. Ceny - bardzo przystępne. Nic dziwnego, w końcu ten napis zobowiązuje:


Uśmialiśmy się nieziemsko po zobaczeniu tego :)

Jeśli spojrzycie w googlach na mapę BiH to zobaczycie, że za pomocą ich map nie da się wyznaczyć trasy przejazdu przez ten kraj, nie jest tu zaznaczone ukształtowanie terenu, a sieć dróg jest naprawdę skromna. Przejechaliśmy BiH od południa do północy w całej rozciągłości (od granicy w Metković do Gradiški, ok. 340 km), cały czas krętymi, górskimi drogami. Widoki piękne, ale bywało niebezpiecznie, na przykład gdy okazało się, że tubylcom na zakręcie rozkraczył się samochód, a oni nie rozłożyli nawet trójkąta ostrzegawczego :) Jeśli pomylimy w BiH trasę, trzeba wracać do najbliższego skrzyżowania dróg, a więc trudno naprawić wszelkie błędy związane ze skrętem w złą stronę.

Po drodze zatrzymaliśmy się też w restauracji na szczycie Makljen (1123 m n.p.m.) - niestety, na posiłek czekaliśmy 1,5 godziny, gotował dla nas sam kelner i jedzenie okazało się okropne... Cóż było zrobić, my nie Magda Gessler, żeby strzelić focha i nie zapłacić :) Chociaż było ciężko, okazało się, że nikt w całej knajpie nie potrafi obsłużyć terminala kart płatniczych. Taki miejscowy folklor :)



Dalej już tylko kierowaliśmy się na Banja Lukę i w stronę północnej granicy z Chorwacją. W Bośni i Hercegowinie nie planowaliśmy noclegu, musieliśmy dojechać do Zagrzebia. Ostatecznie udało się to nam po 22. Ilość kilometrów zrobionych w BiH niby niewielka, ale kręte, górskie drogi zmusiły nas do wolnego tempa. Niemniej, zdecydowanie warto byłoby wrócić tu na dłużej!

C.d.n.

sobota, 6 października 2012

Kartka urodzinowa w szarościach

Kartka powstała dla Nulki, więc jej kolorystyka wydaje się oczywista. Też bardzo lubię szary i nie miałabym nic przeciwko szarej kartce urodzinowej. Mam nadzieję, że nie wydaje się smutna :)


Powstała do mapki Romantycznego ILS, zgłaszam ją także na wyzwanie Pomorskie Craftuje: Pokaż mi swoje kieszenie. Cóż takiego jest z kieszeni? Ano całe szare tło to piękna, perłowa okładka ulotki zwiniętej (do kieszeni!) z hotelu w Zagrzebiu :) To się nazywa pamiątka z wakacji!


piątek, 5 października 2012

Jakże podoba mi się ta pora roku!

Nie piszę, że kolorowe pierścionki są na przekór pogodzie, wbrew temu, co za oknem... co to, to nie! Pogoda jest cudna, narzekać na deszcz i wiatr powinniśmy dopiero wtedy, gdy musimy wyjść na zewnątrz. A że szaro i ciemno.. dzięki temu jesienne wieczory w domu są tak przyjemne :) Za dużo optymizmu? No to proszę, jeszcze dwa pozytywne pierścioneczki:



Udanego weekendu!