sobota, 3 grudnia 2011

Renifer

Czas na renifera, ale sama go nie wymyśliłam. Kupiłam papier z takimi uroczymi zwierzątkami, wzór był tak prosty, że udało się go odwzorować w filcu. Nadziałam go na patyk i już ma nowego właściciela :)


 A żeby pokazać Wam inspirację, cyknęłam i taką fotę. Znajdź jeden, niepasujący szczegół :)


Udanej reszty weekendu! Ściskam!

piątek, 2 grudnia 2011

Grudniownik


Mój pierwszy, niedoskonały, niedokończony - póki co nie ma okładki i tylko 1/3 dni. A już poświęciłam mu wiele godzin, głównie dlatego, że właściwie nie mam jakichś gotowych elementów, cyferek itd., by je tu wykorzystać.  Muszę więc wysilić wyobraźnię :) Są cyfry wycięte z gazet i ulotek, ścinki, wycinki, wycinanki. Całość na tekturowych tyłach od bloków. Jedyny nierecyklingowy element to od Aśko: serwetka  (4 i 7 grudnia) i srebrna śnieżynka (4 grudnia). Na razie zupełnie nie mam pomysły na okładkę, ale mam nadzieję, zrobię ją do końca grudnia :) Także proszę o wyrozumiałość, bo nieśmiało prezentuję:




Dla mnie ten grudniownik ma podwójne znaczenie, bo nie odliczam tylko czasu do świąt, ale czekam też na powrót mojego P. W październiku skarżyłam się, że wyjechał na tyle tygodni, na szczęście ten czas powoli mija i chociaż dłużył się niemiłosiernie, to za tydzień z haczykiem będzie po wszystkim. Do następnych wykopalisk :) Muszę też pochwalić się, że w grudniowniczku pod datą 1 grudnia mogę zapisać wygraną w notesikowym candy na blogu Agea Happiness. Ten zielony będzie mój ;) Kto by pomyślał, że grudzień zacznie się tak miło :)
 
Trzymajcie się ciepło i nie dajcie choróbskom!

czwartek, 1 grudnia 2011

Inauguracja

Niniejszym rozpoczynam okres przedświąteczny! Trudno było mi się powstrzymać, skoro wszędzie już bożonarodzeniowe klimaty, ale udało się! A teraz, powoli, mogę rozpędzać się w stronę świąt. Zaczynam więc skromnie, od ozdób na piku:



Grudzień oznacza też, że zostały 4 dni z małym haczykiem do końca moich cukierasów. Zapraszam!

środa, 30 listopada 2011

Nie 'zdanżam'

z niczym :) Ojej, pierwszy raz widzę to słowo w takiej formie zmaterializowane pod postacią liter i wygląda to strasznie :) Gorączkowo staram się nadrobić zaległości, odwdzięczyć się za Wasze komentarze, odwiedzić wszystkie osoby biorące udział w moich cukierasach (został już niecały tydzień!), a czekają jeszcze inne obowiązki... I majstrowanie oczywiście :)

Chciałabym podziękować Aicenie za wyróżnienie, bo w swoim gapiostwie chyba jeszcze tego nie zrobiłam, za co bardzo przepraszam! A ogromnie doceniam okazywaną mi sympatię i miłe komentarze pod adresem moich prac :) W sprawie spełnienia warunków zapraszam tutaj. Jeśli chodzi o dredy, to poprzedni post wywołał u mnie wiele miłych wspomnień :) Poza tym muszę powiedzieć, że to bardzo wygodna fryzura, i dementuję - dredy można normalnie myć i nie lęgnie się tam robactwo :)

Pozostając w etniczno-regowym klimacie - kolczyki:


Chciałabym też skorzystać z okazji i przyłączyć się do słów Aśko i jej notki na temat Szlachetnej Paczki. Wolontariusze z akcji docierają do naprawdę potrzebujących osób, dzięki czemu darczyńcy mają pewność, że ich pomoc nie pójdzie na marne, a trafi do konkretnej rodziny. Czasami nie wyobrażamy sobie jak prozaiczne marzenia mają nie tylko dorośli, ale nawet dzieci, które wcale nie myślą o pięknych zabawkach, ale o ciepłych butach.

Pozdrawiam Was serdecznie!
Asia

poniedziałek, 28 listopada 2011

LOST no. 1

Dokładnie w momencie, w którym na poczcie pobierałam druk reklamacji przesyłki, pan listonosz wkładał do mojej skrzynki awizo na jedną z nich :) Jedna z zaginionych wróciła na mój adres, córka marnotrawna. Dosłownie :) Pozostaje tylko wypatrywać drugiej, ale z nią chyba nie będzie tak łatwo. Na osłodę mam więc szaro-kolorową brochę, od tej tęczy gęba się śmieje:


Poza tym chciałabym bardzo podziękować Marice znanej jako SlomianyOgien, która postanowiła obdarować mnie wyróżnieniem One Lovely Blog Award. Naprawdę cieszę się, że podobają Ci się moje prace :) Warunki spełniłam już tutaj, a wytłumaczyłam się tutaj. Ale ponieważ Marika ma piękne, długaśne dredy, postanowiłam zrobić wyjątek i zdradzić jeszcze jedną rzecz na swój temat... Uwaga, przygotujcie się!

Swego czasu też miałam dredy - nie licząc nieudanego podejścia i robienia ich "na wełniany sweter", kiedy to na głowie miałam raczej kołtun - to nawet dwa razy. Ostatnie dredy miałam przez 3 lata w czasie studiów i do dzisiaj leżą zawinięte w mojej szufladzie. Czekają na lepsze czasy :) Tak naprawdę nigdy nie uwolniłam się od chęci, aby znowu dredy zrobić i nachodzi mnie taka myśl co najmniej 2-3 razy w roku. Dredy wzięły się oczywiście z miłości do muzyki rege, przede wszystkim Boba Marley'a, którego uwielbiam do dziś. Dredów co prawda nie ma (na głowie), ale uczucia do Boba pozostały :)

Niezły njus, co?