Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etno klimaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etno klimaty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2014

500

To mój pięćsetny post na blogu! Większe święto panuje jednak na Art-Piaskownicy, i to z zupełnie innego powodu. Marzec jest tam miesiącem urodzin, które świętujemy rozdając przeróżne prezenty. O zasadach wszystkich zabaw możecie przeczytać >>tutaj<<, a ja zapraszam Was dziś na kolejne już wyzwanie.

Jego tematem jest kartka z ludowym motywem. Lubicie folkowe klimaty? Jeśli tak, zapraszamy do wspólnej zabawy! Moja interpretacja tematu jest następująca:


 Kliknięcie w baner przeniesie Was do Art-Piaskownicy:

http://art-piaskownica.blogspot.com/2014/03/kartka-z-przytupem.html

Udanego poniedziałku, a potem całego tygodnia!

sobota, 26 stycznia 2013

Filcu, filcu dajcie!

Mam wrażenie, że filcu nie było tu wieki, zdradzam go niemiłosiernie z papierami i innymi projektami. Ale musicie uwierzyć mi na słowo, że to tylko takie wrażenie - filcowe drobiazgi się tworzą, ale na ich fotografowanie czasu było mniej :)

W mijającym tygodniu jeden z wieczorów poświęciłam na kolejny łowickopodobny wzór. Kogucik już był, doczekał się wielu pochlebnych komentarzy i sama też byłam zadowolona z efektu. Odezwały się nawet głosy, żeby kurkę do pary dorobić i chyba nawet udało mi się znaleźć jeden przykład kury, a nie koguta na wycinance. Ale to już nie to... Wygląda po prostu jak kolorowy gołąb z grzebieniem :) I kogutek został bez pary.

Ale! Na łowickich wycinankach portretowany jest nie tylko kurzy gatunek! Znajdziemy chociażby pawie, które może nie są tak charakterystyczne i nie dorównują kogutom urodą, ale jednak są (polecam obejrzenie w sieci). Skusiłam się ja na pawia i ślęczałam nad nim sporo czasu. Wybrałam trochę mały rozmiar i jak przyszło co do czego, to z łezkami na ogonie miałam niezłą przeprawę :)



Udanego wieczoru!

sobota, 12 stycznia 2013

Motywów łowickich część kolejna

Kto odwiedza mnie od dłuższego czasu wie, że mam słabość do motywów ludowych. Opisywałam wycieczki do skansenów (tu moja ulubiona), pokazywałam inspirowaną nimi biżuterię. Do kogucika, znanego Wam na pewno z wycinanek, zabierałam się wiele razy, ale kończyło się na zastanawianiu jak to ugryźć od strony technicznej. W końcu postanowiłam spróbować! Rzadko to mówię, ale z niego jestem troszkę dumna.




Udanej soboty!

P.S. Kogucik idealnie wpisuje się w moje wyzwanie:


Zapraszam też na candy!


piątek, 9 listopada 2012

Pasiak na szyję z ludowym zacięciem

Fiksacją na punkcie klimatów folkowych dzieliłam się tu niejednokrotnie. Ale ostatnio sama siebie zdziwiłam. Pamiętacie korale, które ostatnio pokazywałam? Te z kółek, idealnie pasujące do kompletu dla Ystin? Leżały naprzeciw mnie i nagle mnie olśniło - przecież stąd już bardzo blisko do łowickiego pasiaka! Może to skojarzenie wyda się Wam bardzo odległe, ale te kolory aż prosiły się o nieco inny układ i upodobnienie ich choć trochę do pasiaka!

Może w tradycyjnym pasiaku tych barw jest ciut mniej, ale wzór na tkaninie składa się z pasów różnej szerokości, tych grubszych i bardzo cieniutkich. Nic więcej nie łączy moich korali/naszyjnika z prawdziwym, łowickim pasiakiem. No może oprócz dodatku wełny w filcu :)



Interpretacja jest więc bardzo luźna, ale o to właśnie chodzi, żeby dosłowności uniknąć.

Weekend powoli się zbliża, więc życzę Wam wielu twórczych chwil przy kubku czegoś ciepłego!

P.S.  Scrap.com.pl świętuje i rozpowszechnia aukcje na małego Marcina:


A na nich duuuużo scrapowych zestawów!

środa, 31 października 2012

Środowe myki: ramko-kartka w 5 minut


No może w 15 minut :) Rzecz prosta, której zapewne nie trzeba opisywać, ale może być sposobem na miły drobiazg dla kogoś bliskiego. Taka ramko-kartka samodzielnie stoi gdziekolwiek, ale też składa się na płasko, więc nie ma problemu z jej przechowywaniem. Na odwrocie sporo miejsca, można umieścić tam krótką wiadomość czy życzenia.



Ja do "oprawienia" wybrałam pamiątkowe zdjęcie ze skansenu w Kłóbce, które pojawiło się już na moim blogu. Zrobiłam trzy ramki - jedną zamiast kartki urodzinowej, drugą jako pocztówkę z życzeniami powrotu do zdrowia, trzecią bez okazji. Rzecz uniwersalna, w zamyśle miała po prostu wywołać uśmiech :)


Choć poniżej przedstawiam przepis, tym razem nie namawiam Was na skorzystanie z tutorialu, ale jedynie na wykonanie jakiegokolwiek drobiazgu, który sprawi trochę radości komuś, kogo kochacie - tak bez okazji.

Moja ramko-kartka w 15 minut wymagała zgromadzenia następujących materiałów:


Bardzo wskazany byłby też ołówek :) Papiery i inne ozdoby dowolne, ale pasujące do kolorystyki zdjęcia.

Z brystolu czy tektury przygotowujemy sobie pasek, którego rozmiar dopasowujemy do zdjęcia. Front mojej ramko-kartki miał mieć 12 x 12 cm. Ucięłam więc tekturę wielkości 12 x 30 cm. Skąd ten wymiar? Ano stąd:


Wielkość w prosty sposób dopasujecie do żądanych rozmiarów. Linie przerywane wyznaczają miejsce zgięcia tektury. Zaczynamy od jednocentymetrowego paska, który będzie służył do sklejenia ramki:


Następnie harmonijka, która zapewni postawę wyprostowaną:


Ostatnie zgięcie dzieli na pół pozostałą część (2 razy po 12 cm). Zostaje tylko skleić jednocentymetrowy pasek z drugą krawędzią tektury:


Najlepiej posmarować klejem i docisnąć na kilka chwil. Mamy gotową bazę, którą wystarczy teraz ozdobić według uznania. U mnie kraciasty papier jako tło i narożniki oraz kilka prostych elementów. Zdjęcie można nakleić bezpośrednio na wybrany papier (wersja szybka), można też wyciąć w nim miejsce na zdjęcie, dzięki temu powstaje prawdziwa ramka, a kartka zyskuje na przestrzenności (wersja tylko troszkę bardziej pracochłonna, w taki sposób zrobiłam dwie pozostałe).


Przy okazji - jak obiecywałam - pokazuję moją pamiątkę z hali targowej w Budapeszcie. Drewniana panna, w sumie coś w rodzaju szkatułki, bo składa się z dwóch części i pod spódnicą ma mały schowek :)


Taki ludowy trójkąt :)
Buziak!

W poprzednich środowych mykach:

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Kujawiaczki dwa (no, może jeden farbowany)

Trzy tygodnie temu odwiedziliśmy park etnograficzny w Kłóbce (26 km za Włocławkiem, jadąc od północy). Nie powiem, żeby mój Ukochany był fanem tego typu placówek, ale muszę przyznać, że nie narzeka, a po wycieczkach ma nawet dobre wspomnienia. Zaczynam się nawet zastanawiać, czy przypadkiem tego nie polubił... Ci z Was, którzy zaglądają tu od dłuższego czasu wiedzą, że na blogu relacjonowałam już wyprawę do takiego parku w Maurzycach koło Łowicza oraz wspomniałam o Rumszyszkach na Litwie. Tym razem padło na Kłóbkę, bo jadąc na południe zawsze przejeżdżamy koło znaków zjazdowych, ale nigdy nie było okazji, żeby rzeczywiście zjechać z trasy. Trzeba było wybrać się specjalnie.

Park nie jest zbyt duży, ale urzekło nas to, że w zagrodzie żyją prawdziwe zwierzęta, a niektórych sprzętów (choć nie eksponatów) można dotknąć - były stępy i żarna, sita do siania mąki i (podobno) szczudła. Można usiąść w szkolnej ławie, klęknąć na grochu i założyć ośle uszy. A najlepsza pamiątka, jaką można sobie z Kłóbki przywieźć to zdjęcie nas samych jako Kujawiaków - niedaleko wejścia znajduje się wymalowana tablica, gdzie wystarczy włożyć głowę :)

I to właśnie zdjęcie umieściłam na moim scrapie - starałam się, żeby było oszczędnie, bez dużej ilości dodatków (nie do końca się to udało, jeszcze nie potrafię być powściągliwa w środkach wyrazu :), użyłam też farbek, choć efekt na razie taki sobie. Mam nadzieję, że nie wygląda to jak krwawa plama :) Dosłownie troszeczkę papierów z SODY i ILS, serwetka od Aśko i białe tło. Wymiary 20x20 cm - postanowiłam utrwalać wspomnienia w takim formacie, dla łatwiejszego przechowywania.


Krytyczne uwagi od scrapujących Koleżanek mile widziane :)
Udanego tygodnia!

P.S. Przypominam także o trwającym głosowaniu - zapraszam wszystkich, którzy chcą pomóc w podjęciu ciężkiej decyzji :)

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Po dłuższej przerwie

Nie, nie Lejdi, to ja jestem okropna bijacz, bo dopiero teraz chwalę się prezentem! Chodzi mianowicie o stempelki, które Lejdi wyczarowała dla mnie z różowej gumki i pokazała je >>tutaj<< razem ze swoim zdomestosowanym tiszirtem. Dżizas, ile razy nakropkowałam jakiś ciuch tym sposobem przy myciu kibla... Masakra! Ale Lejdi użyła tego specyfiku w lepszym celu :)

Stempelki przyszły niespodziewanie, już ponad tydzień temu. Pan Listonosz zastał nas z wałkami w rękach, a po odpakowaniu okazało się, że jesteśmy upaćkani tym samym kolorem, w którym papier skrywający efekt twórczości Lejdi :) Dlatego na zdjęciach nie mogło zabraknąć ani owego papierka, ani nowego koloru ściany. Same powiedzcie! Identyko!



Nie wiem jak ona to zrobiła, że w gumce udało się jej wyrzeźbić wzorek łowicki, ale wyszło pięknie! Gumki ze strzałkami używałam wczoraj bardzo intensywnie, ale na razie nie mogę pokazać :) Natomiast jako próbkę możliwości przedstawiam poniższe "dzieło". Na koniec żałowałam, że wzięłam tylko zwykłą białą kartkę, bo trochę się rozszalałam. W końcu przecież Asia kocha łowickie wzorki!


Udanej majówki, Dziewczyny!

piątek, 16 marca 2012

Ko ko ko - kolorowych świąt!

Do świąt jeszcze trochę i choć nie czuję jakiejś specjalnej ekscytacji, zabrałam się za kolejne kartki. A ponieważ wiosenno-wielkanocne motywy kojarzą mi się z łowicką wycinanką, to po prostu idę za ciosem. Zamiast kombinować, o wiele łatwiej wybrać myśl przewodnią i się jej trzymać. Moja myśl to minimalizm, ścinki i i motyw łowicki rzecz jasna. Recykling pełną gębą - bo wszystko pochodzi z ulotek reklamujących pewną sieć spożywczą sprzed dwóch lat. Wiem, jestem chomikiem. Ale kiedy zobaczyłam stosy ulotek z kogutkami na okładkach i łowickimi wzorkami w środku, czapnęłam ile wypadało (czyli jakieś 10 sztuk), a dziś żałuję, że tak mało :)


Zielone kropeczki farbką od Lejdi
Słabo widać, ale w chmurce KO! KO! KO! KOLOROWYCH ŚWIĄT! :)
Kartki fioletowe zgłaszam na wyzwanie w Digi-Scrap, a pomarańczowe do CraftFun.

Pozdrawiam Was serdecznie!

sobota, 10 marca 2012

Korale dla Katki i kartki

Katka jest już właściwie stałą klientką :) Na jej zamówienie powstały filcowe korale złożone ze sporych kulek w szarościach i melanżu czerwieni z (prawie) czarnym. Kolejna okazja, by powtórzyć, że szary pasuje do wszystkiego! :)


Przy okazji warto zajrzeć do Kasi, bo do końca marca trwa u niej wspaniałe candy, w którym do wylosowania piękne, kartkowe dodatki!

Do świąt zostało jeszcze trochę czasu, ale w ostatnim tygodniu zrobiłam pierwsze kartki wielkanocne. Pomyślałam, że choć sama kartek wysyłać chyba nie będę, to zrobię kilka dla Mamy, która na pewno to zrobi. Niestety... Mama zobaczyła kartki i stwierdziła, że za bardzo jej się podobają i woli zostawić je sobie jako ozdobę, niż puszczać je w świat... Ehhh, mówiłam już kiedyś, że aprobata ze strony mojej Rodzicielki bywa bezwarunkowa... I bardzo bezkrytyczna jak widzę :)

Pierwsza kartka nadaje się na wyzwanie w Digi Scrap (choć nie wiem, czy nie trzeba obowiązkowo użyć jakiegoś stempelka) - wykonać trzeba kartkę bez użycia scrapowych papierów. Czy nadają się w ogóle do pokazania, tego nie wiem :)

Prawie całość to recykling, oprócz wycinanki i esów-floresów na środku - to część wygranego kiedyś candy u Wiśni.
Jajeczka - część wygranej u Andape.

Napisy odręczne, bo jakoś ostatnio nie mam cierpliwości drukować milion razy, żeby trafić w odpowiednie miejsce, a z tym zawsze tyle ceregieli.

Pozdrawiam!

środa, 30 listopada 2011

Nie 'zdanżam'

z niczym :) Ojej, pierwszy raz widzę to słowo w takiej formie zmaterializowane pod postacią liter i wygląda to strasznie :) Gorączkowo staram się nadrobić zaległości, odwdzięczyć się za Wasze komentarze, odwiedzić wszystkie osoby biorące udział w moich cukierasach (został już niecały tydzień!), a czekają jeszcze inne obowiązki... I majstrowanie oczywiście :)

Chciałabym podziękować Aicenie za wyróżnienie, bo w swoim gapiostwie chyba jeszcze tego nie zrobiłam, za co bardzo przepraszam! A ogromnie doceniam okazywaną mi sympatię i miłe komentarze pod adresem moich prac :) W sprawie spełnienia warunków zapraszam tutaj. Jeśli chodzi o dredy, to poprzedni post wywołał u mnie wiele miłych wspomnień :) Poza tym muszę powiedzieć, że to bardzo wygodna fryzura, i dementuję - dredy można normalnie myć i nie lęgnie się tam robactwo :)

Pozostając w etniczno-regowym klimacie - kolczyki:


Chciałabym też skorzystać z okazji i przyłączyć się do słów Aśko i jej notki na temat Szlachetnej Paczki. Wolontariusze z akcji docierają do naprawdę potrzebujących osób, dzięki czemu darczyńcy mają pewność, że ich pomoc nie pójdzie na marne, a trafi do konkretnej rodziny. Czasami nie wyobrażamy sobie jak prozaiczne marzenia mają nie tylko dorośli, ale nawet dzieci, które wcale nie myślą o pięknych zabawkach, ale o ciepłych butach.

Pozdrawiam Was serdecznie!
Asia

sobota, 1 października 2011

Nawet studenci już po wakacjach...

Moje Drogie!

Czuję, że chyba czas wrzucić kilka fotek z mojego rodzinnego wyjazdu. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że coraz  mniej tu majstrowania, a coraz więcej jakiejś okołożyciowych paplaniny. Nie wiem, czy ktoś chce takie rzeczy czytać. Ale zaryzykuję.

Zdjęć pokazuję kilka, bo nasza czteroosobowa wycieczka strzelała w jednym czasie z dwóch aparatów, więc wyobraźcie sobie tylko, ile zdjęć zostało zrobionych podczas tych sześciu dni. Podpowiem, że wynik był czterocyfrowy...

Ja zupełnie odpuściłam robienie zdjęć, więc te tutaj to w większości fotki autorstwa mojej Mamy albo Lubego.

Zaczęliśmy od wizyty w skansenie w Rumszyszkach, gdzie znajduje się muzeum budownictwa ludowego na wolnym powietrzu (od XVIII do początku XX wieku). "Eksponaty" rozrzucone na ponad 175 hektarach, Litwa w miniaturze z podziałem na krainy historyczne oraz rekonstrukcja miasteczka - wszystko wśród lasów, pól i jeziorek. Urokliwe miejsce na niedzielny spacer, trzeba tylko zabrać wygodne buty :) Oto plan skansenu, coby zobrazować odległości między zagrodami:


Można wypożyczyć rowery, a nawet zwiedzać samochodem - przy tym ostatnim środku lokomocji nie jest już jednak chyba tak sielsko :) Niewątpliwym plusem tak rozrzuconej ekspozycji jest fakt, że ma się wrażenie, jakby naprawdę chodziło się po dawnej wsi, bo zagrody nie są ściśnięte obok siebie.

Rzut oka na bogatsze obejście...


...i masteczko:


Malowniczo, prawda? Oczywiście nie mogłam sobie odmówić sprawdzenia, czy aby na pewno nie są to atrapy :)


Tego samego dnia - skoro byliśmy już tak blisko - postanowiliśmy przespacerować się po Kownie. Ale nie będę zanudzała Was zabytkami. Pokażę tylko krokodyla.


Naszą bazą wypadową były Troki, jednak zaczęliśmy od zwiedzania Wilna. Powiem Wam jedno - mówi się, że aby zwiedzić Wilno i poczuć jego klimat potrzeba co najmniej dwóch, trzech dni. To nieprawda. Moja Mama wyznaczyła chyba nowy rekord i przegoniła nas po Wilnie tak, że w półtora dnia odhaczyliśmy wszystkie punkty z naszej listy. Wtedy nastał czas wolny :)

Oczywiście nie obyło się bez obowiązkowych miejsc - tu Plac Katedralny...


... i jedna z wielu sytuacji, w których robiącemu zdjęcie też robiono zdjęcie... Normalnie japońscy turyści!

W Wilnie, podobnie jak wcześniej w Rumszyszkach spotkaliśmy się ze zwyczajem zapinania kłódek na mostach, co ma oczywiście symbolizować wieczną miłość - bo kluczyk ląduje w rzece. Podobno w Polsce też coraz popularniejsze.


Zwiedzaliśmy również Troki, które chyba podobały się nam bardziej, niż stolica - karaimskie domki, urokliwe jeziora, zamek...


a z niego widok na pałac Tyszkiewiczów w Zatroczu, ulokowany po przeciwnej stronie jeziora. Pięknie odnowiony, z zadbanym parkiem wokół - poczułam się jak hrabina, więc przez chwilę kontemplowałam ten moment...


... a dziś już ledwo pamiętam, że tydzień temu byłam na wakacjach :)

Ściskam Was mocno! A z majstrowaniem mam zamiar się poprawić :)

piątek, 2 września 2011

Łupy

Z małą nutką zazdrości przyglądałam się czasem blogom, których autorki wyłowiły w lumpeksie coś innego niż ciuchy. Jaszka znalazła kiedyś krasnala ogrodowego, Lejdi super notes... A u mnie w lumpach tylko jakieś romansidła. A przepraszam, udało mi się raz kupić książkę naukową! I to na tyle. A dziś wchodzę, patrzę, a tam pół matrioszki! I do tego nie chińskiej, a rosyjskiej, nawet ma przybitą pieczątkę z ceną. Zaczynam szukać, znajduję druga połówkę (nie do pary), kolejną, następną... Udało mi się skompletować sześć, przy czym jak teraz na nie patrzę brakuje chyba jednej. Nie szkodzi. Za dwa złocisze mogłaby być nawet jedna!

...We are family
I got all my sisters with me...


A teraz wracam do puzzli :) Też z lumpeksu, były jeszcze w folijce, nówka funkiel nieśmigane :) Czyż nie jest to kolejna, bardzo przyjemna strona recyklingu?

środa, 18 maja 2011

Konik Dala

Cóż, póki nie odwiedzę Szwecji i nie kupię prawdziwego, drewnianego, musi mi wystarczyć konik filcowy :)

Dawniej koń - nie tylko zresztą w Skandynawii - był zwierzęciem, któremu przypisywano duże znaczenie gospodarcze i symboliczne. W skandynawskiej mitologii najbardziej znany jest Sleipnir, ośmionogi rumak Odyna. Ale! Nie zapędzajmy się w te rejony, bo mitologie to temat bardzo szeroki :)

W każdym razie - oryginalne koniki z Nusnäs, miejscowości położonej w regionie Dalarna w Szwecji, są wykonywane z drewna sosnowego. Na początku strugano je z odpadków pozostałych po wycince drzew. W okolicy, w której dziś są wytwarzane, sprzedawano je już w XIX w. Najsłynniejsza dziś firma rodziny Olssonów produkuje podobno 250 tysięcy koników rocznie! Mój póki co jest w jednym egzemplarzu :) A do tego to broszka!

 

Udanej środy, Dziewczyny!