Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na ludowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na ludowo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 maja 2013

Matrioszka, farby i LO

Fanty do scrapów i innego rękodzieła można znaleźć chyba wszędzie. Moja ostatnia praca zawiera folię, którą kupiłam w przycmentarnej budce za jakieś 50 groszy. Na początku chciałam wykorzystać piękne, koronkowe wzory, ale ostatecznie na pierwszy ogień poszedł ten geometryczny. Zapraszam zresztą na Przyklej to!, tam więcej o folii.

W pracy prawie brak kupnych elementów - jedynie koła wycięte są z pasków ILS, button pochodzi z ColorHills, strzałka z Sodalicious - same drobiazgi. Baza natomiast to zwykły, biały karton, pochlapany farbą, a litery wycięłam z gazet.


 Jeśli chodzi o farby, to znowu są to te do tkanin. Malowałam już nimi na koszulkach, papierze i tekturze (1, 2, 3) czy korkowych podkładkach. Zgodnie z etykietą można używać ich także do drewna, co niniejszym uczyniłam. Kupiłam kiedyś w lumpeksie matrioszkę, której kolory były już dość wyblakłe. Aby nadać jej trochę więcej wyrazu, chwyciłam za farby :)


Muszę powiedzieć, że te farby jak na razie podołały każdemu zadaniu, jakie przed nimi stawiam :)

środa, 10 kwietnia 2013

Środowe myki: nowy look podkładek z korka


Przestawiam Wam niezwykle prosty sposób na wyjątkowe podkładki pod kubek. Wyjątkowe, bo całkowicie spersonalizowane - ozdobicie je według własnego uznania :)

Potrzebne będą zwykłe podkładki z korka, farby, ewentualnie pisak i lakier.

Moje podkładki korkowe były już zniszczone i od dawna zapomniane. Nie używałam ich pewnie dlatego, że popękały gdzieniegdzie. Ale i to można naprawić! Pęknięcie należy posmarować klejem (np. vikolem), a następnie przyłożyć do niego cienką warstwę chusteczki higienicznej (oddzielamy jedną warstwę z papierowej chusteczki).

Po wyschnięciu kleju możemy pokryć podkładkę farbą, ja skorzystałam z farb akrylowych o których niedawno pisałam.



Wybrałam dość jasne kolory. Podkładki można pomalować dwustronnie, np. każdą ze stron innym kolorem. Będzie można je odwracać w zależności od nastroju :)

Następnie narysowałam na podkładkach wzorki, zrobiłam to białym żelopisem. Można też do tego celu wykorzystać farbę lub inne medium. Ja wybrałam wariację na temat motywów kaszubskich. Uwaga! Żelopis łatwo się zmywa i jeśli do końca nie wyschnie, zostaną smugi - trzeba uważać. Jego zaletą jest natomiast to, że w razie pomyłki wystarczy trochę wody i schodzi, nie zostawiając śladu. No i druga sprawa - w przypadku białych wzorków nie sprawdzi się bardzo jasne tło. Dlatego żółtą podkładkę musiałam przemalować.


Aby utrwalić efekt, proponuję spryskać podkładki cienką warstwą lakieru akrylowego w spreju. Gotowe! Podkładki jak nowe :)


Jeśli wykorzystacie ten lub inny pomysł ze środowych myków, dajcie znać! Chętnie zamieszczę link do Waszej pracy przy odpowiednim poście.

W poprzednich środowych mykach:

Wszystkie środowe myki


sobota, 26 stycznia 2013

Filcu, filcu dajcie!

Mam wrażenie, że filcu nie było tu wieki, zdradzam go niemiłosiernie z papierami i innymi projektami. Ale musicie uwierzyć mi na słowo, że to tylko takie wrażenie - filcowe drobiazgi się tworzą, ale na ich fotografowanie czasu było mniej :)

W mijającym tygodniu jeden z wieczorów poświęciłam na kolejny łowickopodobny wzór. Kogucik już był, doczekał się wielu pochlebnych komentarzy i sama też byłam zadowolona z efektu. Odezwały się nawet głosy, żeby kurkę do pary dorobić i chyba nawet udało mi się znaleźć jeden przykład kury, a nie koguta na wycinance. Ale to już nie to... Wygląda po prostu jak kolorowy gołąb z grzebieniem :) I kogutek został bez pary.

Ale! Na łowickich wycinankach portretowany jest nie tylko kurzy gatunek! Znajdziemy chociażby pawie, które może nie są tak charakterystyczne i nie dorównują kogutom urodą, ale jednak są (polecam obejrzenie w sieci). Skusiłam się ja na pawia i ślęczałam nad nim sporo czasu. Wybrałam trochę mały rozmiar i jak przyszło co do czego, to z łezkami na ogonie miałam niezłą przeprawę :)



Udanego wieczoru!

sobota, 12 stycznia 2013

Motywów łowickich część kolejna

Kto odwiedza mnie od dłuższego czasu wie, że mam słabość do motywów ludowych. Opisywałam wycieczki do skansenów (tu moja ulubiona), pokazywałam inspirowaną nimi biżuterię. Do kogucika, znanego Wam na pewno z wycinanek, zabierałam się wiele razy, ale kończyło się na zastanawianiu jak to ugryźć od strony technicznej. W końcu postanowiłam spróbować! Rzadko to mówię, ale z niego jestem troszkę dumna.




Udanej soboty!

P.S. Kogucik idealnie wpisuje się w moje wyzwanie:


Zapraszam też na candy!


piątek, 9 listopada 2012

Pasiak na szyję z ludowym zacięciem

Fiksacją na punkcie klimatów folkowych dzieliłam się tu niejednokrotnie. Ale ostatnio sama siebie zdziwiłam. Pamiętacie korale, które ostatnio pokazywałam? Te z kółek, idealnie pasujące do kompletu dla Ystin? Leżały naprzeciw mnie i nagle mnie olśniło - przecież stąd już bardzo blisko do łowickiego pasiaka! Może to skojarzenie wyda się Wam bardzo odległe, ale te kolory aż prosiły się o nieco inny układ i upodobnienie ich choć trochę do pasiaka!

Może w tradycyjnym pasiaku tych barw jest ciut mniej, ale wzór na tkaninie składa się z pasów różnej szerokości, tych grubszych i bardzo cieniutkich. Nic więcej nie łączy moich korali/naszyjnika z prawdziwym, łowickim pasiakiem. No może oprócz dodatku wełny w filcu :)



Interpretacja jest więc bardzo luźna, ale o to właśnie chodzi, żeby dosłowności uniknąć.

Weekend powoli się zbliża, więc życzę Wam wielu twórczych chwil przy kubku czegoś ciepłego!

P.S.  Scrap.com.pl świętuje i rozpowszechnia aukcje na małego Marcina:


A na nich duuuużo scrapowych zestawów!

środa, 31 października 2012

Środowe myki: ramko-kartka w 5 minut


No może w 15 minut :) Rzecz prosta, której zapewne nie trzeba opisywać, ale może być sposobem na miły drobiazg dla kogoś bliskiego. Taka ramko-kartka samodzielnie stoi gdziekolwiek, ale też składa się na płasko, więc nie ma problemu z jej przechowywaniem. Na odwrocie sporo miejsca, można umieścić tam krótką wiadomość czy życzenia.



Ja do "oprawienia" wybrałam pamiątkowe zdjęcie ze skansenu w Kłóbce, które pojawiło się już na moim blogu. Zrobiłam trzy ramki - jedną zamiast kartki urodzinowej, drugą jako pocztówkę z życzeniami powrotu do zdrowia, trzecią bez okazji. Rzecz uniwersalna, w zamyśle miała po prostu wywołać uśmiech :)


Choć poniżej przedstawiam przepis, tym razem nie namawiam Was na skorzystanie z tutorialu, ale jedynie na wykonanie jakiegokolwiek drobiazgu, który sprawi trochę radości komuś, kogo kochacie - tak bez okazji.

Moja ramko-kartka w 15 minut wymagała zgromadzenia następujących materiałów:


Bardzo wskazany byłby też ołówek :) Papiery i inne ozdoby dowolne, ale pasujące do kolorystyki zdjęcia.

Z brystolu czy tektury przygotowujemy sobie pasek, którego rozmiar dopasowujemy do zdjęcia. Front mojej ramko-kartki miał mieć 12 x 12 cm. Ucięłam więc tekturę wielkości 12 x 30 cm. Skąd ten wymiar? Ano stąd:


Wielkość w prosty sposób dopasujecie do żądanych rozmiarów. Linie przerywane wyznaczają miejsce zgięcia tektury. Zaczynamy od jednocentymetrowego paska, który będzie służył do sklejenia ramki:


Następnie harmonijka, która zapewni postawę wyprostowaną:


Ostatnie zgięcie dzieli na pół pozostałą część (2 razy po 12 cm). Zostaje tylko skleić jednocentymetrowy pasek z drugą krawędzią tektury:


Najlepiej posmarować klejem i docisnąć na kilka chwil. Mamy gotową bazę, którą wystarczy teraz ozdobić według uznania. U mnie kraciasty papier jako tło i narożniki oraz kilka prostych elementów. Zdjęcie można nakleić bezpośrednio na wybrany papier (wersja szybka), można też wyciąć w nim miejsce na zdjęcie, dzięki temu powstaje prawdziwa ramka, a kartka zyskuje na przestrzenności (wersja tylko troszkę bardziej pracochłonna, w taki sposób zrobiłam dwie pozostałe).


Przy okazji - jak obiecywałam - pokazuję moją pamiątkę z hali targowej w Budapeszcie. Drewniana panna, w sumie coś w rodzaju szkatułki, bo składa się z dwóch części i pod spódnicą ma mały schowek :)


Taki ludowy trójkąt :)
Buziak!

W poprzednich środowych mykach:

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Kujawiaczki dwa (no, może jeden farbowany)

Trzy tygodnie temu odwiedziliśmy park etnograficzny w Kłóbce (26 km za Włocławkiem, jadąc od północy). Nie powiem, żeby mój Ukochany był fanem tego typu placówek, ale muszę przyznać, że nie narzeka, a po wycieczkach ma nawet dobre wspomnienia. Zaczynam się nawet zastanawiać, czy przypadkiem tego nie polubił... Ci z Was, którzy zaglądają tu od dłuższego czasu wiedzą, że na blogu relacjonowałam już wyprawę do takiego parku w Maurzycach koło Łowicza oraz wspomniałam o Rumszyszkach na Litwie. Tym razem padło na Kłóbkę, bo jadąc na południe zawsze przejeżdżamy koło znaków zjazdowych, ale nigdy nie było okazji, żeby rzeczywiście zjechać z trasy. Trzeba było wybrać się specjalnie.

Park nie jest zbyt duży, ale urzekło nas to, że w zagrodzie żyją prawdziwe zwierzęta, a niektórych sprzętów (choć nie eksponatów) można dotknąć - były stępy i żarna, sita do siania mąki i (podobno) szczudła. Można usiąść w szkolnej ławie, klęknąć na grochu i założyć ośle uszy. A najlepsza pamiątka, jaką można sobie z Kłóbki przywieźć to zdjęcie nas samych jako Kujawiaków - niedaleko wejścia znajduje się wymalowana tablica, gdzie wystarczy włożyć głowę :)

I to właśnie zdjęcie umieściłam na moim scrapie - starałam się, żeby było oszczędnie, bez dużej ilości dodatków (nie do końca się to udało, jeszcze nie potrafię być powściągliwa w środkach wyrazu :), użyłam też farbek, choć efekt na razie taki sobie. Mam nadzieję, że nie wygląda to jak krwawa plama :) Dosłownie troszeczkę papierów z SODY i ILS, serwetka od Aśko i białe tło. Wymiary 20x20 cm - postanowiłam utrwalać wspomnienia w takim formacie, dla łatwiejszego przechowywania.


Krytyczne uwagi od scrapujących Koleżanek mile widziane :)
Udanego tygodnia!

P.S. Przypominam także o trwającym głosowaniu - zapraszam wszystkich, którzy chcą pomóc w podjęciu ciężkiej decyzji :)

środa, 4 kwietnia 2012

W kolorach wiosny (podczas gdy za oknem deszcz)

Ponieważ Ystin dostała już swoją wygraną w candy, mogę zamieścić dziś jakiś post :) Zwyciężczyni wybrała taki oto komplet biżuterii:


Bardzo wiosenny! Trochę przypadkowo, także dołączony kurczak pasował kolorystycznie:


Do tego kilka drobiazgów i paczuszka ruszyła w drogę:


Ale ale! Szczęście i mnie ostatnio dopisuje, więc rozsyłam je dalej i ogłaszam kolejną zabawę :) Filcowa niespodzianka poleci do osoby, która złapie na liczniku liczbę 50005. Wystarczy przesłać print screena / zdjęcie ekranu na mój adres podany w pasku bocznym. Zapraszam do polowania i powodzenia!

Pozdrawiam Was serdecznie!

piątek, 16 marca 2012

Ko ko ko - kolorowych świąt!

Do świąt jeszcze trochę i choć nie czuję jakiejś specjalnej ekscytacji, zabrałam się za kolejne kartki. A ponieważ wiosenno-wielkanocne motywy kojarzą mi się z łowicką wycinanką, to po prostu idę za ciosem. Zamiast kombinować, o wiele łatwiej wybrać myśl przewodnią i się jej trzymać. Moja myśl to minimalizm, ścinki i i motyw łowicki rzecz jasna. Recykling pełną gębą - bo wszystko pochodzi z ulotek reklamujących pewną sieć spożywczą sprzed dwóch lat. Wiem, jestem chomikiem. Ale kiedy zobaczyłam stosy ulotek z kogutkami na okładkach i łowickimi wzorkami w środku, czapnęłam ile wypadało (czyli jakieś 10 sztuk), a dziś żałuję, że tak mało :)


Zielone kropeczki farbką od Lejdi
Słabo widać, ale w chmurce KO! KO! KO! KOLOROWYCH ŚWIĄT! :)
Kartki fioletowe zgłaszam na wyzwanie w Digi-Scrap, a pomarańczowe do CraftFun.

Pozdrawiam Was serdecznie!

sobota, 10 marca 2012

Korale dla Katki i kartki

Katka jest już właściwie stałą klientką :) Na jej zamówienie powstały filcowe korale złożone ze sporych kulek w szarościach i melanżu czerwieni z (prawie) czarnym. Kolejna okazja, by powtórzyć, że szary pasuje do wszystkiego! :)


Przy okazji warto zajrzeć do Kasi, bo do końca marca trwa u niej wspaniałe candy, w którym do wylosowania piękne, kartkowe dodatki!

Do świąt zostało jeszcze trochę czasu, ale w ostatnim tygodniu zrobiłam pierwsze kartki wielkanocne. Pomyślałam, że choć sama kartek wysyłać chyba nie będę, to zrobię kilka dla Mamy, która na pewno to zrobi. Niestety... Mama zobaczyła kartki i stwierdziła, że za bardzo jej się podobają i woli zostawić je sobie jako ozdobę, niż puszczać je w świat... Ehhh, mówiłam już kiedyś, że aprobata ze strony mojej Rodzicielki bywa bezwarunkowa... I bardzo bezkrytyczna jak widzę :)

Pierwsza kartka nadaje się na wyzwanie w Digi Scrap (choć nie wiem, czy nie trzeba obowiązkowo użyć jakiegoś stempelka) - wykonać trzeba kartkę bez użycia scrapowych papierów. Czy nadają się w ogóle do pokazania, tego nie wiem :)

Prawie całość to recykling, oprócz wycinanki i esów-floresów na środku - to część wygranego kiedyś candy u Wiśni.
Jajeczka - część wygranej u Andape.

Napisy odręczne, bo jakoś ostatnio nie mam cierpliwości drukować milion razy, żeby trafić w odpowiednie miejsce, a z tym zawsze tyle ceregieli.

Pozdrawiam!

czwartek, 2 lutego 2012

Nie idźcie tą drogą

Mam okropną cechę - zbieram bardzo dużo śmieci, które "mogą się kiedyś przydać". Zobaczę jakiś fajny rysunek, wzorek, czcionkę w gazecie, ulotce czy katalogu i wciągam ją do mojego zbioru "na potem". W taki plakat z 2004 roku zapakowałam kiedyś prezent, co pokazywałam tutaj. Ostatnio wygrzebałam dla Lejdi naprasowankę z 2001 roku z flagą brytyjską, którą dołączyłam do kartki z poprzedniego posta (do zobaczenia tu). Na szczęście jeszcze pamiętam gdzie co mam, więc nie sprawia mi trudności odnalezienie tego, gdy o tym pomyślę. Obawiam się jednak, że niedługo mogę mieć problem z kontrolowaniem mojego "archiwum". Ostatnio uczyniłam więc kolejny krok na drodze porządkowania rękodzielniczych zasobów - wycinam motywy, które mogą się przydać, segreguję tematycznie i przyklejam na tekturę. W momencie, kiedy będę potrzebowała jakiegoś motywu - dajmy na to balonika do urodzinowej kartki dziecięcej - sięgnę po konkretną tekturkę, wytnę, podrasuję i przykleję, gdzie trzeba. Póki co mam takie tekturki ze zwierzakami, roślinami czy postaciami dzieci, ale podejrzewam, że kolekcja będzie się rozrastała. Jedyne czego się boję to to, że nie dam rady tego wykorzystać... Najwyżej oddam na makulaturę :)


***
Do kury D. dotarła moja skromna paczuszka z fantami dla Kuby.


Akcja rozrosła się niebotycznie, zgłosiło się już chyba ponad 100 osób (!), lokal w Rabce został zmieniony na większy, a termin przeniesiony na 19 lutego. Serce rośnie, że odzew okazał się tak duży. 10 lutego kończy się zbieranie rękodzieła. Może ktoś jeszcze zdąży? A może któraś z Was ma blisko do Rabki i wybierze się na aukcje?

piątek, 2 września 2011

Łupy

Z małą nutką zazdrości przyglądałam się czasem blogom, których autorki wyłowiły w lumpeksie coś innego niż ciuchy. Jaszka znalazła kiedyś krasnala ogrodowego, Lejdi super notes... A u mnie w lumpach tylko jakieś romansidła. A przepraszam, udało mi się raz kupić książkę naukową! I to na tyle. A dziś wchodzę, patrzę, a tam pół matrioszki! I do tego nie chińskiej, a rosyjskiej, nawet ma przybitą pieczątkę z ceną. Zaczynam szukać, znajduję druga połówkę (nie do pary), kolejną, następną... Udało mi się skompletować sześć, przy czym jak teraz na nie patrzę brakuje chyba jednej. Nie szkodzi. Za dwa złocisze mogłaby być nawet jedna!

...We are family
I got all my sisters with me...


A teraz wracam do puzzli :) Też z lumpeksu, były jeszcze w folijce, nówka funkiel nieśmigane :) Czyż nie jest to kolejna, bardzo przyjemna strona recyklingu?

środa, 18 maja 2011

Konik Dala

Cóż, póki nie odwiedzę Szwecji i nie kupię prawdziwego, drewnianego, musi mi wystarczyć konik filcowy :)

Dawniej koń - nie tylko zresztą w Skandynawii - był zwierzęciem, któremu przypisywano duże znaczenie gospodarcze i symboliczne. W skandynawskiej mitologii najbardziej znany jest Sleipnir, ośmionogi rumak Odyna. Ale! Nie zapędzajmy się w te rejony, bo mitologie to temat bardzo szeroki :)

W każdym razie - oryginalne koniki z Nusnäs, miejscowości położonej w regionie Dalarna w Szwecji, są wykonywane z drewna sosnowego. Na początku strugano je z odpadków pozostałych po wycince drzew. W okolicy, w której dziś są wytwarzane, sprzedawano je już w XIX w. Najsłynniejsza dziś firma rodziny Olssonów produkuje podobno 250 tysięcy koników rocznie! Mój póki co jest w jednym egzemplarzu :) A do tego to broszka!

 

Udanej środy, Dziewczyny!

niedziela, 3 kwietnia 2011

Juuupiiii! :)

Hurra! W końcu, nareszcie! Po miesiącach planowania (co przyznaję ze wstydem) udało mi się odwiedzić Łowicz! Sprowokowała mnie do tego oczywiście łowicka sztuka ludowa.

Wszystko zaczęło się w prima aprilis. Rzuciłam wtedy: "Kochanie, wiesz, w sobotę zapowiadają taką piękną pogodę, może byśmy okna umyli?" Udało mi się zachować poważną minę i "prima aprilis!" powiedziałam dopiero wieczorem, ujawniając przy tym moje plany :)

Wczoraj rano wyruszyliśmy z Torunia do Łowicza, oczywiście z zapowiadanej pięknej pogody wyszedł deszcz i chmury, ale co tam! Oprócz pogody nie wypaliło też kilka innych rzeczy. Ostrzyliśmy zęby na mający się odbywać w weekend jarmark antyków i rękodzieła, jednak kiedy dotarliśmy tam o 11 było pięć straganów na krzyż i żadnych pocztówek, na które cieszył się P. Informacja turystyczna w jakiejś odrapanej bramie, zamknięta na cztery spusty i chyba w ogóle już opuszczona. Łowicki Ośrodek Kultury oraz Centrum Kultury, Turystyki i Promocji Ziemi Łowickiej (gdzie według informacji ze stron www można kupić pamiątki) też nieczynne. Tragedia. A ja już od miesięcy wiedziałam, co chcę tam kupić!

Na szczęście uratowała nas Cepelia, znajdująca się przy Starym Rynku. Postronni twierdzą, że kiedy tam weszłam, to skakałam ze szczęścia. Fakt, że nie wiedziałam za co złapać. Ostatecznie zdecydowałam się na dużą wycinankę:


Wszystkie były piękne, każda czymś się różniła. Podoba mi się to, że widać, jak odstaje od papieru, do którego jest przymocowana w kilku miejscach, że widać ślady nożyczek, że kolorowe elementy nie są idealnie symetryczne... Na odwrocie naszkicowane długopisem linie do wycinania czarnego tła, które w toku pracy pani wycinankarki i tak uległy zmianom. Przy bliższym oglądaniu widać nawet odcisk palca w kleju :) Wycinanki były przepiękne, bardzo trudno było mi się zdecydować na jedną. Zastanawiam się ile czasu potrzeba na zrobienie takiej wycinanki od początku do końca. Wydaje mi się, że to ogrom pracy i w tym kontekście cena (40 zł za wycinankę ok. 30 x 30 cm) jest chyba bardzo niewygórowana (szczególnie, że do wycinankarki nie trafia przecież cała ta kwota). Teraz będę szukała ramki, co chyba nie będzie tak proste, jak wcześniej mi się wydawało :)

Oprócz tego w Łowiczu kupiłam też papierowe serwetki z motywami łowickimi, których chyba nie otworzę i będę się na nie tylko gapiła, a jeśli położę je kiedyś przy talerzach, to chyba odruchowo rzucę się na tego, kto będzie chciał się nią wytrzeć ;) Odwiedziłam też kilka sklepów "wszystko za 5 zł" i kupiłam ciekawy papier do pakowania (wiem, beznadziejne pamiątki kupuję), styropianowe jajko (na próbę, do filcu) i dwa dziurkacze do papieru (moje pierwsze "przydasie" tego typu).


A na koniec pojechaliśmy do skansenu w Maurzycach. Od 1 kwietnia zaczyna się "sezon" i można nie tylko przechadzać się wokół obiektów, ale też zaglądać do środka. Co prawda zza kratek, ale zawsze. Piękne, kolorowe wnętrza, dużo wycinanek i pasiaków :) Kilka chat pomalowanych na intensywny, chabrowy kolor. Przez ponad godzinę spotkaliśmy tylko 4 osoby, także czuliśmy się jak w opuszczonej wsi rodem z "Chłopów". Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć, ale pokazuję tylko kilka, bo nie chcę Was zanudzać, a jedynie zachęcić do odwiedzin tego pięknego miejsca :)








Ależ się rozpisałam :)

Miłego wieczoru!

P.S. Cały czas zapraszam na candy, tylko pamiętajcie o spełnieniu warunków - wpisujcie w komentarzach ulubiony kolor (jeśli wygracie, broszka może być oczywiście w zupełnie innej kolorystyce).