Pokazywanie postów oznaczonych etykietą album. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą album. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 września 2014

Album z wakacji

Z góry przepraszam, ale w najbliższym czasie będzie u mnie dużo papieru! Ostatnio prawie zasypały mnie kartki, które postaram się stopniowo pokazywać, dzisiaj natomiast zapraszam na wspomnienie z wakacji i podróż do czasów dzieciństwa w jednym :)

Jako dziecko jeździłam z bratem, babcią i rodzicami do Gdańska, do wujka, który mieszkał na Przymorzu. Od jakiegoś czasu bardzo chciałam wrócić we wszystkie te miejsca, które razem odwiedzaliśmy. Na początku sierpnia wszystko ułożyło się tak, że nie wypadało nie skorzystać - miałam czas, nocleg na miejscu i wspaniale zapowiadający się pod względem pogody weekend, a do tego akurat okazało się, że premier postanowił otworzyć bramki na autostradzie, żeby ułatwić obywatelom podróż nad morze. Zrządzenie losu, trzeba to było wykorzystać! W końcu nie co dzień wielka polityka wplątuje się w nasze weekendowe plany :)

Wiedziałam, że z tej wyprawy powstanie album, jeszcze zanim dobrze ją zaplanowałam. Wiedziałam, że będzie to podróż sentymentalna, dlatego nawet wolałam pojechać sama. I już kiedy miałam wywoływać zdjęcia, okazało się, że sponsorem wyzwania na Art Piaskownicy został Instadruk!

Ci z Was, którzy w miarę intensywnie korzystają z mediów społecznościowych w urządzeniach mobilnych, być może korzystają z aplikacji Instagram. Ja nie bardzo korzystam, a konto fejsbukowe posiadam tylko dla bloga. Ale jakiś czas temu postanowiłam, że muszę zacząć robić więcej zdjęć, bo chociaż specjalnie mi to nie wychodzi, to jednak trzeba ćwiczyć! Poza tym w naszej codzienności można napotkać tyle ciekawych widoków i sytuacji... Rozwiązaniem okazał się właśnie Instagram, który posiada kilka ciekawych filtrów i funkcji, umożliwiających szybką obróbkę zdjęcia. Nawet ja, choć w fotografowaniu nie czuję się mocna, uznałam nawet, że - łał! - moje zdjęcia naprawdę wyglądają lepiej! Zainstalowałam go w telefonie, ale postanowiłam używać go tylko jako aparatu i za pomocą Instagramu obrobić foty z mojej podróży.

W Instadruku wybrałam pakiet 24 zdjęć w formacie 10 x 10 cm (w tej samej cenie jest też pakiet 48 zdjęć 6,5 x 6,5 cm, nad którym się wahałam). Poprzez ich stronę można połączyć się ze swoim kontem na Instagramie, wybrać te, które chcemy wywołać... i właściwie gotowe! Fotki były u mnie w ciągu kilku dni, zapakowane w dopasowany kartonik, wydrukowane na fajnym, matowym, sztywnym papierze. Jakość wydruku okazała się świetna, ale radzę na wszelki wypadek rozjaśnić zdjęcia - wychodzą nieco ciemniejsze niż na ekranie telefonu czy komputera.

I oto jest - wakacyjno-sentymantalny albumik. Dziewczyny z Piaskownicowej ekipy zrobiły swoje, a Instadruk zafundował wspaniałą nagrodę w postaci bonu na wydruk i albumu dla kogoś z Was. Naprawdę warto stworzyć swój, nawet niewielki album i dołączyć do zabawy! A jeśli ktoś już teraz potrzebuje fotek, niech zajrzy na Instadrukowego fejsa - ostatnie godziny promocji i zniżka aż 30% na Dzień Chłopaka!



Po szczegóły wyzwania zapraszam na bloga Art Piaskownicy:

http://art-piaskownica.blogspot.com/2014/09/specjalne-wyzwanie-z-instadrukiem.html


Pracę zgłaszam także na wyzwanie w Stempell&Kartoon - jest wakacyjny klimat, motyw mapy i strzałki, a te właśnie elementy stanowią temat zabawy. Po szczegóły odsyłam tutaj:

http://stempellikartoon.blogspot.com/2014/09/wyzwanie-25-wakacje-mapa-i-strzaka.html


 Udanego poniedziałku!

piątek, 7 marca 2014

Czy to się może przeterminować?

W obawie, że jednak tak - w końcu kartka jeszcze z listopada - spieszę z dzisiejszą pracą. Kolejna kartka na zamówienie Ani, prowadzącej bloga Dziergam Sobie. I kolejna do kompletu z kocykiem. Tym razem jednak zdjęć kocyka brak. Może kiedyś uda się to nadrobić.

Właściwie forma, łącznie z papierami, to wybór Ani. Kocyk miał być w kropy w tych właśnie kolorach.



Pozdrawiam i udanego weekendu!

czwartek, 10 stycznia 2013

Jak oni gotują

Trwało to bardzo długo. Aż wstyd się przyznać, jak :) Niestety, często zdarza się, że takie projekt odwlekam w nieskończoność, bo nie wiem jak się za to zabrać. Ostatecznie postawiłam na prostotę, bez wypukłych elementów, w żywych kolorach. No i recykling :)

Nasze kuchenne przepisy doczekały się w końcu oprawy. Wykorzystałam stary segregator, tapetę (której używam zdecydowanie zbyt często, ale co poradzę, że pasuje mi na szarą, neutralną bazę...), papier i alfabet ILS, papier w kropy od Lejdi. Sztućce wycięte z gazety (lekko oldskulowe, Luby znosi mi czasem do domu takie skarby), serce też z jakiegoś skrawka.

No, w końcu ogarnęliśmy te walające się kartki!




czwartek, 25 października 2012

Jak dobrze wstać, skoro świt... ♫

U mnie to raczej "jak ciężko wstać", ale kiedy wstaje się jeszcze długo przed słońcem i znajduje się przemiłą wiadomość o zwycięstwie skromnej niepozornej kartki - dzień zaczyna się cudnie! Dziękuję :)

Dziś z kolei praca na wyzwanie Lejdi w Art Piaskownicy. Aby ją sfotografować, musiałam poczekać do świtu :) A teraz mam chwilę, by pokazać.


Wyzwanie skrojone jak dla mnie, bo śmieci przeznaczonych do recyklingu mam w papierzyskach multum. I wbrew wszelkim moim zarzekaniom, że nie poddam się na razie klimatom bożonarodzeniowym, jakoś wzięło mnie na stworzenie okładki tegorocznego grudniownika. Na razie na niej poprzestanę, ale pamiętając o katuszach, jakie rok temu przeżywałam ozdabiając strony na raty, tym razem zacznę od razu w listopadzie. Nauczona doświadczeniem wybiorę sobie skromną paletę kolorystyczną i postaram się jej konsekwentnie trzymać.

Okładka jest złożona z dwóch części - z przodu przezroczysty plastik, pod nim skromna stroniczka:





Prezentuję dokładnie materiałoznawstwo: obrazek z sarenką to kartka świąteczna, literki pozyskane sposobem przedstawionym wczoraj, białe gwiazdki jako odpad śnieżynkowych zawieszek, kolorowe kropy dostałam od Mamy, która zbiera dla mnie czasem takie duperelki (są to jakieś pozostałości po dziurkaczu). Do tego przeszycia, zszywki i marker. Albumik ma dokładnie 32 strony - są to 4 arkusze tektury modelarskiej przeciętej na cztery. Tekturę podarował mi Luby, bo modeli już nie klei, a dla mnie to po prostu najlepszy prezent :) Całość zbindowana sposobem, który pokazywałam w środowych mykach miesiąc temu. Tym razem zamiast pojedynczych kółek użyłam dwóch kompletów po trzy (trzeba więc odciąć więcej ze sprężyny, wymierzyć gdzie wyciąć otwory i resztę zrobić tak, jak pokazywałam). Chyba wszystko :)

Z okładki jestem całkiem zadowolona. Mam nadzieję, że uda mi się utrzymać wnętrze w takiej biało-złoto-srebrnej tonacji.

Jeśli tylko czas Wam pozwoli, skuście się na to wyzwanie. Nie chodzi jedynie o kreatywność, ale także o recykling i ochronę środowiska. Szczytne cele :)

Przy okazji zapraszam też na moje wyzwanie, wszelkie nowinki mile widziane!


Udanego dnia!

P.S. Chętnych na katalog IKEA zapraszam >>tutaj<<

środa, 10 października 2012

Środowe myki: podróżny niezbędnik


W trakcie podróży moja mama uwiecznia każdą chwilę nie tylko za pomocą aparatu fotograficznego, ale także zapisując różne szczegóły wyprawy, np. godzinę przekroczenia granicy, trasę, odległości, odwiedzone miejsca, a jeśli starczy jej chęci i czasu opisuje też ciekawe obiekty, krótką historię miasta itd. Na podstawie takich notatek można po czasie odtworzyć całą podróż i to z takimi niuansami, że sami się dziwimy :)

Zwykle notowanie odbywało się w jakimś wybrakowanym zeszycie, który z czasem ani nie wyglądał ładnie, ani nie miał swojego specjalnego miejsca. W tym roku postanowiłam przygotować mamie coś innego - podstawę notesu-albumu, którą w razie konieczności można rozszerzyć.

Bazą stały się białe koperty formatu b5, zaklejone, a potem rozcięte wzdłuż dłuższego boku. Ponieważ mama namiętnie zbiera różne ulotki z odwiedzanych miejsc, takie kieszonki okazały się idealne na ich przechowywanie.

Każdą kopertę troszkę ozdobiłam, właściwie tylko paskami papierów u góry i na dole. Każda otrzymała też karteczkę samoprzylepną z datą - użyłam karteczek w różnych kształtach i kolorach, na nich różnymi czcionkami wydrukowałam daty.

aby maksymalnie powiększyć zdjęcia, otwórz je w nowym oknie

Koperty pozostały tymczasowo niespięte - aby w razie czego dołożyć dodatkową kartkę, a może karty ze zdjęciami? Kto wie :)

Oprócz kopert wyposażyłam mamę w kilka "gadżetów" - mapki, gdyby chciała zaznaczyć trasę lub miejscowość, alfabet oraz arkusze czegoś w rodzaju "ikonek", gdyby chciała dodać informację o temperaturze, menu, ilości przejechanych kilometrów itd. Do tego obowiązkowe nożyczki i klej :)


Stworzenie takiej albumowej podstawy na pewno usprawnia późniejszą pracę i ułatwia zapisywanie myśli. Często kiedy wracamy z podróży nie chce nam się uporządkować zebranych notatek, ulotek, zdjęć. Nie wiem jak Wy, ale mi przychodzi to ciężko. Nie czuję, abym za sprawą tych czynności przenosiła się z powrotem na wakacje, co to, to nie :) Tym mniej entuzjastycznie się za to zabieram.

A czy Wy przygotowujecie się jakoś do wyjazdów? Zabieracie ze sobą specjalny zeszyt, czy w trasie na szybko szukacie skrawków papieru? A może wystarcza Wam fotografowanie?

W poprzednich środowych mykach:

środa, 26 września 2012

Środowe myki - bindujemy bez bindowania

Środa! Więc pora na mały myk, który zrobiłam z wczoraj pokazanym scrapem. Miał on być w zamyśle okładką czegoś w rodzaju albumu, do którego wpinać będę kolejne LOsy. Na razie jest tylko jeden, więc szału nie ma :)

Moje wymagania były następujące: musi to być coś w rodzaju kółka lub spirali, która w miarę dyskretnie zepnie karty (nie chciałam sznurka czy wstążki), musi też dawać możliwość łatwego dokładania stron. Myślałam, myślałam... I wymyśliłam!

Macie w domu stary wiszący kalendarz na spirali? Albo zapisany zeszyt ze spiralą? Bo ja mam :) I postanowiłam wykorzystać właśnie taką spiralę. Do tego potrzebne przede wszystkim narzędzie do przecięcia drutu i coś do zrobienia dziurek. Nie wiem, czy nada się tradycyjny dziurkacz - wydaje mi się, że dziurka będzie zbyt duża, ale wszystko zależy od wielkości Waszej spirali. Można też przebić papier grubą igłą i potem powiększyć otwór.


Do spięcia mojego albumu (wysokości ok. 20 cm), postanowiłam wykorzystać dwa oczka - a więc spiąć album w dwóch miejscach. Od spirali odcięłam więc dwa oczka w taki sposób, jak pokazałam na poniższym zdjęciu:


Wspomnieniowe scrapy postanowiłam przechowywać w koszulkach, dlatego na okładce (przedniej i tylnej) zaznaczyłam miejsce wybicia dziurek:


Koszulkowy otwór ma wielkość dziurkaczowego, ja zrobiłam mniejszy. Potem złożyłam trzy części zaczątku mojego albumu (okładki + wnętrze)...


... i zaczęłam zabawę z kółeczkami. Poszło szybko i bezboleśnie!

Kółko zaczynamy wkładać od tylnej strony okładki, a więc album/notes układamy przednią stroną do dołu. Plik kartek wkładamy w szczelinę kółka (1) i przesuwamy tak, by końcówka znalazła się w dziurce (2). Przekręcamy oczko w prawą stronę w ten sposób, by jego "rozdwojona" część zahaczyła się o dziurkę w tylnej okładce (3)...


... z przodu widzimy jedynie zgrabne oczko:


Finito!

Jeszcze jedna, istotna sprawa - odległość dziurki od krawędzi kartki powinna być mniej więcej równa połowie średnicy Waszego oczka. W przeciwnym razie, po rozłożeniu karty będą na siebie nachodziły albo - co gorsza - wyrwiecie dziurę w okładce. Jednym słowem, jeśli oczko ma 2 cm średnicy, to dziurka w okładce nie powinna być zrobiona dalej niż 1 cm od krawędzi.


W razie potrzeby (np. przy dokładaniu stron) takie kółko można bez problemu odgiąć i rozszerzyć, a potem zagiąć z powrotem.

Przy odrobinie cierpliwości można wykorzystać większy fragment spirali - wyciąć dziurki w papierze w odpowiednich miejscach, rozszerzyć spiralę, dopasować do dziurek i "zamknąć". Tym sposobem "zbindujemy" coś bez bindownicy. Jestem zresztą ciekawa, czy spiralę ze starego kalendarza czy zeszytu można wykorzystać ponownie - ale to już pytanie do tych z Was, które bindownicę posiadają. To co, da się ją tak zrecyklingować?


W poprzednich środowych mykach:

sobota, 21 lipca 2012

Prezent na jubileusz

Tydzień temu bawiliśmy się na 75. urodzinach brata mojej babci. Z tej okazji trzeba było wymyślić jakiś wyjątkowy prezent, a pomysł po prostu przyszedł sam - trzeba tylko mieć oczy i uszy otwarte :) Wujek nie miał mianowicie prawie żadnych zdjęć rodzinnych z okresu swojego dzieciństwa i czasu sprzed swojego urodzenia. Odbitki nie były wtedy tak popularne, ale fotografie rzecz jasna istnieją. Po skompletowaniu maksymalnej ilości zdjęć wszystkie zeskanowałam w bardzo wysokiej rozdzielczości. Ostatecznie zgromadziliśmy około 220 fotografii, datowanych mniej więcej od 1925 roku do lat 70. XX wieku. Trafiło się też kilka młodszych. Wybrane zdjęcia trafiły do fotoksiążki, a wszystkie nagrałam na dwie płyty (na szczęście wujek jest 'multimedialny').

Ponieważ chciałam jakoś spersonalizować przód, fotoksiążkę zamówiłam z czystą, białą okładką.


Chciałam też, żeby zdjęcia przypominały te ze starego albumu. Nie podrasowałam ich, na skanach świetnie widoczne są więc wszelkie zagięcia czy plamy, zostawiłam też oczywiście piękne, wycinane brzegi fotografii. 


Na okładkę trafiły papiery UHK, ramka ze Stempell&kartoon (stamtąd również ramka na kartce) oraz dziurka od klucza z Wycinanki.


Do kompletu powstała kartka oraz pudełko:


Poświęciłam temu projektowi ogrom czasu i jestem bardzo zadowolona z efektu. Przede wszystkim z tego, że prezent się Jubilatowi spodobał i okazało się, że trafiliśmy z nim w dziesiątkę. Poza tym uwielbiam takie sentymentalne wyprawy, bo chociaż na codzień stronię od estetyki retro, to jednak z racji wykształcenia i poglądów na życie mocno spoglądam wstecz... A na emeryturze marzy mi się zgłębienie rodzinnej genealogii i historii :)

Dziękuję za uwagę, jeśli post jest zbyt długi i osobisty - przepraszam :)
Udanego weekendu!