wtorek, 15 marca 2011

Fiolety i róże

Uff! Udało się dokończyć w dobrym tempie komplet z kulek, o którym wspominałam już tyle razy (nie raz, nie dwa, a trzy), że teraz muszę go pokazać. Wygląda prawie tak samo, jak pierwszy komplet wykonany dla tej samej pani Natalii. Kolory w obu przypadkach to wybór nowej właścicielki, tym razem padło na piękne odcienie różu i fioletu. Pracochłonne, z wełną na okrągło :)




A na moim parapecie zieloność wychodzi spod ziemi:


Miłego wieczoru!

sobota, 12 marca 2011

Nie-filcowo, nie-biżuteryjnie

Na początku, przede wszystkim - bardzo, bardzo dziękuję wszystkim, którzy zostawili przemiłe komentarze po adresem mojego fuksjowego naszyjnika z wyzwania Art-Piaskownicy (tutaj i tutaj). Wiadomo, uczucie jest świetne, kiedy komuś oprócz własnej mamy spodoba się to, co robimy :) Czuję, że wraz z założeniem tego bloga przybyło wokół mnie osób, z którymi dzielę potrzebę tworzenia własnymi rękami, a że ktoś tu jeszcze zajrzy, skomentuje, a nawet zapisze się na obserwatora - DZIĘKUJĘ!

Ale - żeby nie było zawsze tak idealnie, dzisiaj coś zupełnie innego, trochę niedopracowanego, zrobionego z totalnych resztek, wyciągniętych z mojego pudła. Przydały się: ścinki kolorowych papierów pozostałych po wycinaniu wizytówek, litery wycięte z magazynów, szary tył bloku i tekturka od rajstop :) Nawet kartki w środku są z recyklingu (przepołowiłam zadrukowane na górze kartki do notowania rozdawane na różnych konferencjach). Dołożyłam też cztery wydrukowane cytaty. Powstał zeszycik sztampowy, ale bardzo praktyczny:



Stworzony dla mego Konkubenta wyłącznie w celu nie pogubienia się w tym, który aktualnie odcinek CSI Miami jest do obejrzenia. Traktujemy ten serial z ogromnym przymrużeniem oka, właściwie im dłużej go oglądamy, tym więcej jest śmiechu (a jesteśmy dopiero przy czwartym sezonie Miami). Horatio Caine jest dla nas postacią bliską Chuckowi Norrisowi, a to jak zakłada okulary albo puentuje sytuacje - bezcenne :) Chociaż ma on swoich wiernych fanów, o czym dowiedziałam się wczoraj. Jest i blog poświęcony tylko Horatio Caine'owi, konkursy wiedzy o CSI, a nawet fanka podpisująca się jako "zakochana.w.horatio". I to wszystko chyba zupełnie na serio. Wierzę, że są osoby, którym ta postać imponuje swoją uczciwością i poczuciem obowiązku. I mam nadzieję, że nie narażam się prawdziwym fanom CSI, których oczywiście pozdrawiam :)

piątek, 11 marca 2011

Recepta na kulki

Niedawno pisałam o tym, że przyszła wełna, że zabieram się za drugi kulkowy komplet (taki jak >> ten <<). No i wszystko było, tylko czasu trochę brakowało - bo jak zabierać się do dużej ilości (w dodatku dużych) kulek, to raz a dobrze! To może wydać się śmieszne, ale poprzednim razem nawet wody zagotowałam tyle, żeby mieć od razu na całą tą zabawę - i dolewałam z termosu. Śmieszne, ale bardzo praktyczne, jak się potem okazało. Dzięki temu dostawa gorącej wody była natychmiastowa :)

Jeśli robię coś z wełny, to są to prawie zawsze kulki. Zawsze musiałam pomagać sobie igłą do filcowania, bo formowanie kulki w samych dłoniach nigdy mi nie wychodziło. W każdym razie szło kiepsko i nie od razu. Najgorszy jest sam początek, bo potem idzie łatwo. Jednak zawsze na zmianę - najpierw igłą, potem na mokro, znowu trochę igłą, na mokro, a po wyschnięciu strzyżenie nożyczkami. Do czasu! W moim filcowaniu zaszły dwie poważne zmiany, i tym doświadczeniem się podzielę - może komuś się przyda i pomoże :)

Po pierwsze: na blogu filcoteki natknęłam się na sposób formowania kulki wokół supła zrobionego na paśmie wełny. Pomaga! Z metody łączonej (na sucho + na mokro) i tak już korzystałam, supełek robię nie na środku pasma, tylko byle gdzie (zwykle wychodzi na jednym z końców), zawijam w jednym kierunku, maltretuję trochę igłą, a po uzyskaniu odpowiedniego kształtu działam na mokro. Kulki powstają na pewno szybciej, mogę je zrobić siedząc sobie przy stole czy na kanapie, a potem dopiero w użycie wchodzi ciepła woda. Wczorajsza partia już wyschła:


Druga sprawa wynikła przypadkiem. Zamawiając na allegro zamki, które chciałam wszyć w poduszki, zamówiłam oczywiście kilka rzeczy, których wcale tak bardzo nie potrzebowałam, ale były takie ładne... Na przykład kolorowe guziki :) Ale kupiłam też (chyba za mniej niż dwa złote!) coś, co opisane było jako obcinacz do nici.


W praktyce okazało się to być genialnym przyrządem do strzeżenia kulek z odstających kłaczków. Na pewno jest wygodniejsze od zwykłych nożyczek! Polecam więc serdecznie :)

Pozdrawiam ciepło!

czwartek, 10 marca 2011

Ciąg dalszy nastąpił

Obiecane dokończenie prac w toku - efekt jest następujący:

znane już kwiaty, tym razem pierścionek i broszka



oraz chyba nieznane - komplet w zieleniach (broszka, pierścionek i kolczyki na sztyftach)





Powoli zabieram się też do produkcji wielkanocnej. Właściwie kilka rzeczy mam już zrobionych od lutego (!), ale jakoś tak chyba za wcześnie, żeby je pokazywać..? Muszę jednak zacząć na większą skalę, ponieważ - tu odrobina prywaty - między 16 a 23 kwietnia zapraszam na jarmark wielkanocny w grodzie piernika i Kopernika (się zrymowało ;) czyli Toruniu. Bo choć na co dzień nie handluję rękodziełem, to jednak w tych wyjątkowych okolicznościach moje filcaki się tam pojawią. Mam nadzieję, że pogoda do tego czasu już całkiem zwiosennieje :)

środa, 9 marca 2011

Fuksja i zieleń - koloroTON #2

To drugie wyzwanie na Art-Piaskownicy w którym biorę udział i praca znowu powstała specjalnie pod kolorystyczne dyktando Anny-Marii :) W takich wyzwaniach znajduję naprawdę wiele przyjemności - trzeba trochę pogłówkować i się wysilić, nie jest to przedmiot wykonany na czyjeś zamówienie, na sprzedaż itd., tylko czysta radość tworzenia - i nie miało to zabrzmieć górnolotnie :)


Jak widać zestawienie kolorów "agresywne". W mojej pracy co prawda przeważa fuksja, ale w broszce jest już pewna równowaga z zielenią. A wygląda ona tak:


Naszyjnik w detalach:




Mam nadzieję, że sprostałam wyzwaniu :)

Twórczego wieczoru!