czwartek, 26 maja 2011

Prezent

Dla córeczki moich przyjaciół, która niedawno przyszła na świat. Duże, filcowe litery nawlekłam na przezroczystą gumkę silikonową. Spodobało mi się to rozwiązanie, bo można umieścić napis między dwoma punktami (np. gwoździami) i tak napiąć gumkę, że litery zostaną w jednej linii. Na tle ściany jest praktycznie niewidoczna. I chyba bardzo wytrzymała, bo ciągnęłam, ciągnęłam, a się nie urwała :)


Ściskam!

środa, 25 maja 2011

Sutasz - podejście pierwsze

Chodziłam, podziwiałam i w końcu odważyłam się spróbować. Chciałam zacząć od czegoś prostego, ale ta technika jest tak wciągająca, że nie mogłam się powstrzymać, żeby tu jeszcze czegoś nie zakręcić, tu doszyć, tu wydawało mi się za mało, tu jakoś tak pusto... I wyszły kolczyki o długości 8 cm, podczas gdy to, co zrobiłam na początku miało zaledwie 3 cm :)

Że będzie pracochłonnie - tego się spodziewałam (kilka godzin wyjętych z życia), ale nie pomyślałam, że w takiej parze kolczyków pomieści się w sumie 300 cm taśmy do sutaszu! Sama nie mogę w to uwierzyć!

Widzę, co zrobiłam źle, co bym zrobiła inaczej, ale myślę sobie, że to pierwsze podejście i z czasem dojdę do jako takiej wprawy. Po pierwsze chciałabym nauczyć się sutaszować tak, żeby taśma była równa, bez - nie wiem jak to nazwać - zahaczeń, po prostu taka, jakby ją ktoś z motka odwinął :)

Dobra, pokazuję kolczyki:



Koraliki w dolnej partii są przezroczyste, ciemnowrzosowe, ale tutaj zupełnie tego nie widać. Natomiast duże, płaskie koraliki z howlitu mam od Magdy prowadzącej bloga Modrak Cafe. Z jej przydasiowego pudełeczka dostałam piękne kamienie...


... a ja posłałam jej broszkę i kolczyki:


Zdjęcia kolczyków nie mam, ale są u Magdy - tutaj.
Madziu, bardzo Ci dziękuję! Jak widzisz, już zrobiłam pierwszy użytek z Twoich skarbów :)

Dobrze, teraz czas uciec do mniej przyjemnych zajęć, co czynię z wielkim niezadowoleniem :)
Pozdawiam Was serdecznie!


poniedziałek, 23 maja 2011

Eksperymenty

Dla ścisłości - zeszłotygodniowe. W końcu zebrałam się i zamiast utoczyć z czesanki kulkę, zrobiłam owale. Za terminologią koralikową można nazwać je "pastylkami". Większe, ciemnoniebieskie, na długich szpilkach, oraz podwójne w odcieniach delikatnego różu, na lince:



Idąc za ciosem, przymierzyłam się do kostek. Zrobiłam tylko parę zielonych, nie są idealne. Moim zdaniem, zdecydowanie najtrudniejsze z wszystkich tych form. Mocno trzeba się przyłożyć, żeby wyszły równe, trudno też zachować widoczne krawędzie, żeby nie zrobiła się z tego zdeformowana kulka. U mnie kiepsko i z trzymaniem wielkości, i z krawędziami, ale jak na pierwszy raz może być :)


A żeby podkreślić, że koło jest jednak najdoskonalszą z figur, a przy tym najłatwiej wytoczyć z wełny właśnie kulkę - na dokładkę kolczyki miętowo-turkusowe:


Zobaczymy, co uda mi się zrobić w tym tygodniu :) I Wam życzę czasu i pomysłów na nadchodzące dni!

P.S. O żesz, przecież zapomniałam podziękować za drugie wyróżnienie w Art-Piaskownicowym wyzwaniu lampionowym! Wygrała Mokagie i jej lampion z nóżkami-zawijaskami. Więc spóźnione WIELKIE DZIĘKI :)

sobota, 21 maja 2011

Coś dla mnie (?)

Ostatnio pomyślałam, że dobrze byłoby zrobić korale/naszyjnik - dla siebie. Wbrew pozorom prawie wcale nie noszę biżuterii, czasem przypnę broszkę. Trochę wstyd :) Zobaczymy, jak długo zostanie ze mną mój ostatni wytwór. Fiolety i szarości w postaci kulek mniejszych i większych, taaadaaam:


Cóż, życzę Wam udanej reszty weekendu! Oby była twórcza:)

środa, 18 maja 2011

Konik Dala

Cóż, póki nie odwiedzę Szwecji i nie kupię prawdziwego, drewnianego, musi mi wystarczyć konik filcowy :)

Dawniej koń - nie tylko zresztą w Skandynawii - był zwierzęciem, któremu przypisywano duże znaczenie gospodarcze i symboliczne. W skandynawskiej mitologii najbardziej znany jest Sleipnir, ośmionogi rumak Odyna. Ale! Nie zapędzajmy się w te rejony, bo mitologie to temat bardzo szeroki :)

W każdym razie - oryginalne koniki z Nusnäs, miejscowości położonej w regionie Dalarna w Szwecji, są wykonywane z drewna sosnowego. Na początku strugano je z odpadków pozostałych po wycince drzew. W okolicy, w której dziś są wytwarzane, sprzedawano je już w XIX w. Najsłynniejsza dziś firma rodziny Olssonów produkuje podobno 250 tysięcy koników rocznie! Mój póki co jest w jednym egzemplarzu :) A do tego to broszka!

 

Udanej środy, Dziewczyny!