poniedziałek, 18 lutego 2013

Wyznanie...

.. miłosne rzecz jasna. Ale najpierw muszę się zwierzyć. Nie mogę powiedzieć, że mój Ukochany nie uznaje walentynek. Dla niego walentynki są codziennie. To miłe, powiecie. Owszem, bardzo! Wyobraźcie sobie jednak, że pomimo tego romantyzmu on nie uznaje kartek. Na jakąkolwiek okazję. Uważa, że są zbędne, niepotrzebne, nie wiadomo, co potem z nimi zrobić - są jak niechciany prezent, którego nie można ani wyrzucić, ani się nie eksponuje. Co więcej, mój Luby nie uznaje także pakowania prezentów. Bo po co? Przecież i tak papier zostanie porwany na strzępy, 15 minut pakowania, 15 sekund rozpakowywania. Eeee, bez sensu... Powiedzcie same, jest to zupełnie pozbawione miłosierdzia wobec osoby takiej jak ja, która zwraca uwagę na opakowanie i nie ma nic przeciwko kartkom. Przeciwnie, sama kartki robi i chciałaby, żeby sprawiały one frajdę... Ale konsekwentnie się powstrzymuję. Nie ma się co narzucać :)

Bo są też obiekty uczuć, które nie powiedzą: po co, bez sensu, daj spokój. Nie, nie mówię o mamach, które bezkrytycznie przyjmą każde dzieło swojego dziecka :) Na przykład czekolada może być takim obiektem. Nie mam hamulców, gdy widzę ją obok mnie. Rzucam się i nie zostawiam "na potem". Czekoladę uwielbiam i jestem z tego znana w swoim małym światku. Co się będę rozpisywać. Pokazuję zatem poświęcony jej scrap:




LO wykonałam w oparciu o lutową mapkę ILS oraz wytyczne kolorystycze:


Praca pasuje także do dwóch innych wyzwań: "Praca z sercem" w UHK Gallery i kolorystycznego wyzwania na blogu Pomorskie Craftuje.


Udanego poniedziałku!

sobota, 16 lutego 2013

Pantone system

Wczoraj na Przyklej to! pisałam o dziurkaczach i przy tej okazji pokazałam też kartkę. Tutaj jest zaś miejsce na opowiedzenie jej niezbyt skomplikowanej historii :)

Kartka jest totalną manifestacją możliwości, jakie dały mi dziurkacze, które dostałam pod choinkę! I szczerze przyznam, że bardziej zależało mi nie na kółkach, ale na tym, co zostaje po ich wycięciu :) Bo do tej pierwszej rzeczy wystarczą nożyczki, a żeby mieć takie ładne otwory - już niestety nie :) Ale skoro dziurkacze tak pięknie tną idealne okręgi, postanowiłam na nich oprzeć całą kartkę. Wszystkie papiery pochodzą z recyklingu, podziurkowałam jeden z kilku katalogów farb, które rzecz jasna namiętnie zabieram ze sklepów budowlanych. Kartka dołączona była do prezentów na urodziny Lejdi (reszta tu i tu). Prosto, ale kolorowo, że ho ho!


Udanego weekendu!

piątek, 15 lutego 2013

Chcij to! na Przyklej to!

Dzisiaj zapraszam Was na mój post na blogu Przyklej to! Od czasu do czasu pojawiać się będzie coś w rodzaju recenzji - dziś mowa o dziurkaczach wycinających perfekcyjny kształt, jakim jest koło :) Długo się nad nimi zastanawiałam, aż w końcu nadeszło Boże Narodzenie i między innymi te dziurkacze znalazłam pod choinką (dziękuję, Mikołaju!).

Zapraszam wraz z dziewczynami z Przyklejowego DT!

czwartek, 14 lutego 2013

Geometria rządzi!

Przynajmniej u mnie i przynajmniej na razie :) Po wtorkowych trójkątach cały komplet, złożony tym razem z kwadratów. Delikatne kolory, ale wielkość dostrzegalna na pierwszy rzut oka. Kolczyki mają 6 cm długości!




Co myślicie?

Udanego dnia! Więcej niż zwykle objawów miłości Wam życzę :)

środa, 13 lutego 2013

Środowe myki: filcujmy swetry!


Dziś chciałabym napisać o czymś, co być może niektórym zdarzyło się bez specjalnej intencji... Mam na myśli sfilcowany, wełniany sweter  :)

O ile w większości przypadków sweter z wełny powinno prać się w niskiej temperaturze i bez wielkiego wirowania, ba, najlepiej w jakimś specjalnym programie do wełny właśnie, ja namawiam do czegoś zupełnie innego!

Nie macie filcu, a chodzi Wam po głowie jakiś projekt z jego wykorzystaniem? Pora wybrać się do lumpeksu i kupić za grosze sweter 100% wełny (to ważne, żeby nie było w nim domieszki czegoś sztucznego, w przeciwnym wypadku z filcowania może nic nie wyjść). Im delikatniejsza włóczka i ścieg, tym bardziej jednolity będzie Wasz "filc". Następnie nastawiamy pralkę na wyższą temperaturę niż zwykle w przypadku wełny - powinno wystarczyć 60 stopni, ale można i więcej. Sweter dobrze byłoby wyprać z innymi rzeczami, ponieważ na wełnę działa nie tylko wysoka temperatura, ale i tarcie, które wytwarza się między ubraniami. W pralce zachodzi więc na dużą skalę proces, który wykonujemy filcując na mokro. Podobno w taki sposób można nawet filcować kulki wełniane, choć mi ta sztuka (o ile dobrze pamiętam) się nie udała.

Żeby "dowalić" Waszemu swetrowi można go po wyschnięciu przeprasować. Wełna powinna jeszcze troszkę się skurczyć. Z tak wytworzonego filcu wycinamy bez obawy, że coś się popruje :)

Nie obędzie się bez przykładu. Niestety, nie pokażę Wam swetra przed i po, bo filcowałam go już jakiś czas temu i nawet nie przyszło mi to do głowy. Co więcej, ma już dziurę, bo zdążyłam go pociąć :) Zrobiłam z niego podkładkę pod kubek. Dlatego zbliżenie na turkusowy sweter, który swoje odsłużył, a potem trafił do pralki:


Oraz na wykonaną z niego podkładkę pod kubek. W ruch poszła maszyna, zielony filc to gotowiec ze sklepu. Miało być krzywo i bałaganiarsko, chyba się udało.


Zachęcam do eksperymentów!

P.S. Jeśli skorzystałyście z któregoś z poprzednich środowych myków, dajcie znać! Po pierwsze chętnie obejrzę, a po drugie chętnie zamieszczę link do Waszej pracy w danym poście. Jeśli macie na to ochotę, ślijcie namiary!

Dla przypomnienia:
w poprzednich środowych mykach:
który możecie wykonać także ze sfilcowanego swetra :)

wszystkie środowe myki